Trzy dni, czternaście książek, spotkania i wyprawy w nieznane, czyli Kot Nakręcacz na Warszawskich Targach Książki

Dziś będzie długo, bo inaczej się nie da, ale zdjęcia mam nadzieję zrównoważą poczucie nudy :)

Człowiek myśli, że wszystko już widział, a jeszcze więcej czytał, a tu proszę. Zdziwienie jest jednak integralną częścią codzienności. I dobrze!

 

Dlatego też zdziwiłam się tegorocznymi Warszawskimi Targami Książki. Pod każdym względem. Dziwić może ilość czytelników w czasach powszechnie uważanych za mało czytelnicze. A przecież wydawnictw jest tyle, że dla każdego coś miłego. Nie przestaję się też dziwić wydaniom literatury, które… no cóż, wodzą na pokuszenie. Mniej pozytywnie dziwił mnie tłum i gorsza niż w zeszłym roku klimatyzacja. Zastanawiają tę dłuuuugie kolejki do “piszących” celebrytów i zbyt krótkie do autorów prawdziwych. Ale nic nie zaburza ostatecznego przekazu – czytelnictwo nie umiera, choćby nam młotkiem wbijali do głów i sumień coś zupełnie odwrotnego. Nic, tylko się cieszyć :) Ale od początku.

Na Targach spędziłam trzy owocne dni. Każdego działo się coś innego, wszystkie były jedyne w swoim rodzaju.

Na moje półki trafiło czternaście nowych pozycji, które łypią na mnie ze stolika na “czytanki”. To powoduje frustrację… Ale pozytywną i motywującą. Część z nich, to programowe i nadprogramowe zakupy, część – wydawnicze podarki, a część prezenty na Dzień Dziecka. Całość przedstawia się następująco:

 

Mam nadzieję, że czasu wystarczy, a recenzje będą się sukcesywnie ukazywać. Już ostrzę pióra, ołówki i klawisze – ot co! :)

Poza oczywistymi korzyściami w postaci nowych książek, Targi to także okazja do spotkania autorów i autorek, książek już czytanych lub na wysokich miejscach listy na “za chwilę”.

Mnie szczególnie wzruszyło spotkanie z Katarzyną Enerlich, której pozytywne wibracje wywołują u mnie szeroki uśmiech, ilekroć o niej pomyślę. Olgierd Świerzewski, autor Zapachu miasta po burzy, zapowiedział mi kolejną powieść i częściowo mnie przypisał motywację do jej pisania. Czy czytelnik może chcieć czegoś więcej? Paulinie Wilk podarowałam protokół z naszego piątkowego spotkania poświęconego jej Znakom szczególnym, co nawet zostało uwiecznione na zdjęciu.

Poznałam również uroczą Agnieszkę Waszak (AGA-WA), autorkę cudnych wierszyków i jeszcze cudniejszych ilustracji, po czym kupiłam od niej… koszulkę (jak to na Targach KSIĄŻKI bywa:))

Swoją pierwszą dedykację (ciut niegramatyczną) dostał także Puszkin w Małym słowniku wyrazów kocich i kociojęzycznych. Cieszył się tak bardzo, że… wiadomo :)

W związku z premierą nowej-starej książki Harukiego Murakamiego – Słuchaj pieśni wiatru / Flipper roku 1973, Wydawnictwo MUZA SA zorganizowało także pierwszy Ogólnopolski Zlot Fanów Murakamiego. Stu uczestników otrzymało szczególne gadżety związane z nową książką i uczestniczyło w grze terenowej, polegającej na znajdowaniu pytań dotyczących Murakamiego na targowych stoiskach. Odpowiedzi brały udział w konkursie z japońskimi nagrodami. Jednak kwintesencję zlotu stanowiło telekonferencyjne spotkanie z Anną Zielińską-Elliott, tłumaczką pisarza, jedyną Polką wiedzącą o Murakamim tak wiele. Przynajmniej dla mnie, wiernej wielbicielki japońskiego autora, było to inspirujące doświadczenie.

 

Oczywiście nie obyło się bez wydarzeń zabawnych, niespodziewanych i uroczych, o których nie da się wszystkiego napisać, pewnie nawet zapamiętać. Ale Targi należy zaliczyć do najbardziej udanych.

 

Do zobaczenia za rok :)

 

6 thoughts on “Trzy dni, czternaście książek, spotkania i wyprawy w nieznane, czyli Kot Nakręcacz na Warszawskich Targach Książki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *