„Te chwile”, które spędziłam z Herbjørg Wassmo w Norwegii

 

Siada spokojnie przy biurku i zaczyna pisać nowe opowiadanie. (…) Mówi sama do siebie, że istnieje nieskończona liczba różnych historii. Trzeba je tylko znaleźć. Albo pozwolić im znaleźć siebie? Zaczyna odczuwać, że to nie jest żaden wstyd. To nie to najgorsze. Dobrze wie, co jest najgorsze. Nie są to ani słowa przez nią napisane, ani te, których nie udaje się wkuć na pamięć z podręcznika. Najgorsze są te słowa, które nie mogą zostać wypowiedziane i dlatego nie zostaną zapisane.
 

Słowa, które udało się wydobyć z serca, umysłu i ręki Herbjørg Wassmo w ostatnio wydanej powieści Te chwile, na szczęście nie były tymi, których nie można wypowiadać ani zapisać. Wybrzmiewają za to pełnią skandynawskiej surowości, urodą prostoty i bezbrzeżną samotnością.

Te chwile to kronika niełatwego życia bezimiennej Norweżki, przemieszczającej się na drodze od trudnego dzieciństwa pełnego wyrzeczeń i strachu przed ojcem-terrorystą aż do dojrzałości, samodzielności i satysfakcjonującej kariery pisarskiej. Ta droga jest wyboista, pełna zakrętów, wzniesień ślepych zaułków, cierpienia i niechcianych towarzyszy podróży.

Czytelnik może odnieść wrażenie, że bohaterka, w której zapewne wiele jest z samej autorki, nieuchronnie zmierza ku ostatecznej klęsce, ku nieodwołalnemu upadkowi, co i raz pakując do kieszeni kamienie niczym Virginia Woolf przed ostatnim w życiu spacerem. Ale jest w niej też siła, której istnienia nie da się zaprzeczyć, bo przecież, jak sama pisze, życie daje niewyobrażalne możliwości. Ale daje je tylko tym, którzy potrafią z nich skorzystać. Tym, którzy potrafią te chwile (sic!), które mają, potraktować jak cały dostępny majątek, a nie jak uciążliwość, którą trzeba przeczekać. Bohaterka powieści Wassmo jest tą, która się odważyła, tą, którą wchłonęła rzeczywistość, wreszcie tą, która w słowach odnalazła siebie.

Wassmo, podobnie jak jej bohaterka poluje na słowa. Upolowane ujarzmia i tka z nich prawie pajęczą sieć w misterną konstrukcję o solidnych fundamentach. Język jej prozy jest niebezpieczny – ostry jak brzytwa, obrazowy i pełen nie zawsze wychwytywalnych niuansów. Może zachwycać lub odrzucać, tertium non datur. Żadna z postaci nie ma imienia, a jednak ich charakterystyki są jedyne w swoim rodzaju. Wassmo udaje się także niemal zupełnie uniknąć dialogów, a jednak słowa pomiędzy bohaterami padają i tną na kawałki atmosferę powieści.

Podobno bez samotności nie ma literatury, być może właśnie dlatego z niemal każdej z niespełna czterystu stron Tych chwil przeziera wyobcowanie i związane z nim emocje. Ale z całości wyłania się też historia – nie jako spójna całość, lecz jako wypadkowa momentów, którymi podzieliła się z czytelnikiem autorka.

Przychodzi jej do głowy, że nie tylko książki są pełne ludzkich historii. W czasie, gdy jedni piszą, a drudzy czytają powieści, wszyscy starają się trzymać własne dzieje w ukryciu.
 

Herbjørg Wassmo
Wydawnictwo Smak Słowa
Liczba stron: 361

Ocena: 5/6

 

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla wielbicieli surowości skandynawskiej literatury pięknej, która nie ma w sobie ani krzty kryminału, a także dla tych, których zachwyciła proza i postać Virginii Woolf.

Kto powinien omijać: czytelnicy, którzy nie przepadają za eksperymentami w konstrukcji narracji (i fabuły) oraz ci, którym marzy się przyjemna powieść obyczajowa w skandynawskiej scenerii.

.

 
 
 

One thought on “„Te chwile”, które spędziłam z Herbjørg Wassmo w Norwegii

Comments are closed.