Sto dwadzieścia siedem, czyli podsumowanie 2015

Jak wszyscy, to wszyscy, więc i na kota nakręcacza przyszła pora. Skończył się kolejny rok. Pora zamknąć jakieś rozdziały (sic!) i rozpocząć nowe (keep calm and finish the chapter ;)) Poprzedni rok rozpoczął się remontem i nową biblioteką (KLIK), a zakończył niespiesznie (na szczęście!). Było trochę nowości, ale niektóre z nich odejdą już do lamusa. Były wyzwania, które trzeba kontynuować i takie, które wypada już zakończyć. Prywatnie miałam trudne, intensywne 12 miesięcy, ale miejmy nadzieję, że kolejne tygodnie, miesiące i kwartały przyniosą NOWE, na które czekam. Bez utraty intensywności, za to może z mniejszą liczbą trudności 😉 Ale już nie bajdurzę i przechodzę do sedna.

OGÓLNIE RZECZ BIORĄC

Lubię cyfrę 7. Nie przepadam za liczbą 27 (wiadomo, Joplin, Cobain, Morrison, Hendrix…). Ale 127 jest w porządku, bo tyle właśnie przeczytałam w ubiegłym roku książek. Prawie dwa razy więcej niż w 2014. Ale nie o ilość przecież chodzi :) Dokładnie 12 miesięcy temu zakładałam, że będę brała udział w wyzwaniach, co raczej się nie udało. Bo nie muszę przecież wchodzić z nikim i niczym w konkurencję, ani stawać w szranki o palmę zwycięstwa (lub głupoty), by czytać. Jestem bardzo zadowolona z przejścia na jasną stronę mocy, a dokładnie na stronę literatury faktu. Dzięki temu czuję się dużo mądrzejsza niż w zeszłym roku, a raczej dużo bardziej  świadoma ogromu własnej niewiedzy (sic!).

Nie zamieszczę tu listy przeczytanych książek. Prawie 50 z nich to książki tajne i związane z pracą zawodową, więc to mijałoby się z celem. Nie podam też sumy stron, bo… ona przecież też nie ma znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Jest dobrze, bo wiem, że przeczytałam bardzo mało książek słabych, lub choćby przeciętnych. Poza tym literatura zabrała mnie na pola i poletka, o których nie miałam pojęcia, że okażą się ważne i warte zainteresowania. O to chyba w czytaniu chodzi, prawda?

KSIĄŻKI NAJLEPSZE

Wybór był na tyle trudny, dlatego ich liczba nie jest pełna, ale w tym też jest jakiś urok 😉

podsumowanie.jpg

Jeżeli chodzi o literaturę piękną, to były to przede wszystkim (kolejność wynika wyłącznie z ułożenia książek na zdjęciu):

1. „Szczygieł” Donny Tartt — za wielką-małą historię i zachwycający styl i emocje, które mną targały podczas lektury. (KLIK)

2. „Ścieżki północy” Richarda Flanagana — za literaturę tak piękną, że aż bolesną. (KLIK)

3. „Trylogię nowojorską” Paula Austera — za realizm magiczny na najwyższym poziomie, język precyzyjny jak skalpel, a jednak literacki i oczywiście — za Nowy Jork. (KLIK)

4. „Białe zęby” Zadie Smith — za niebanalną historię, humor i… urodę autorki 😉 (KLIK)

5. „Dziewczynę z poczty” Stefana Zweiga — za świat dnia wczorajszego, za urok i klimat Austro-Węgier początków XX wieku. (KLIK)

6. „Księżyc myśliwych” Katarzyny Krenz i Julity Bielak — za Sylt, za księżyc, za pomysł, za wszystko! (KLIK)

Literatura faktu także mnie w tym roku rozpieściła, szczególnie zaś na uwagę zasługują:

1. „Wyspa klucz” Małgorzaty Szejnert — za mikrohistorię i źródła (także fotograficzne), do których dotarła autorka. (KLIK)

2. „Deliryczny Nowy Jork” Rema Koolhaasa — za niewyobrażalnie piękne wydanie, boskie historie i miłość do miasta, kapiącą z każdej strony. (KLIK)

3. „Nowy Jork” Magdaleny Rittenhouse — za miejsca spoza przewodników, za niepomijanie ciemnych stron miasta i za Strand Bookstore. (KLIK)

4. „Cztery siostry” Helen Rappaport — za piękne opisanie przełomu, zmierzenie się z tematem bez zacietrzewienia i gonienia za tanią sensacją oraz za wydanie. (KLIK)

5. „Wszystko za Everest” Jona Krakauera — za wyleczenie mnie z Everestu, za rzetelną relację i ogromne wzruszenia (minusem jest, o dziwo, wydanie). (KLIK)

6. „Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksijewicz (nie ma jej na zdjęciu, ponieważ pożyczyłam uczniom swój egzemplarz) — za jedyne w swoim rodzaju ukazanie historii człowieka, nie elektrowni. (KLIK)

OKOŁOCZYTELNICZO

Poza lekturą dobrych książek, nie obyło się w 2015 roku bez wydarzeń okołoczytelniczych. Domowy klub książki działa i ma się świetnie (zresztą wiele z książek, które uznałam za najlepsze, to ksiażki ze spotkań klubowych). Były Targi Książki w Warszawie (KLIK), był boski Big Book Festival (KLIK) i Krakowskie Targi Książki, które połączyłam z Festivalem Conrada (KLIK).

Odbyłam kilka podróży śladem literatury. W Budapeszcie zwiedzałam Muzeum Poczty (KLIK). Dwa razy również byłam w Miedziance (KLIK), a drugą wizytę (z Anią z Book Loaf) i plenerowy spektakl „Miedzianka w Miedziance” (KLIK) zdecydowanie mogę uznać za najlepszą imprezę w tym roku.

IMG_6396

ZMIANY I PLANY

No cóż nie obejdzie się bez zmian :) Przede wszystkim w tym roku prawdopodobnie przeczytam mniej, bo zmęczyło mnie ostatnio tempo i obawiam się, że nie będę czerpać należytej przyjemności z czytania. Strona KKN będzie istniała w podobnej formie, skoro już dorobiłam się domeny i hostingu :) Przestaję liczyć strony przeczytanych książek, choć podsumowania co miesiąc lub dwa nadal będą się pojawiać. Spróbuję rozwinąć skrzydła w pisaniu o literaturze, ale niekoniecznie w postaci recenzji. Wróci cykl Co w prasie piszczało, może kilka razy też Z kamerą w bibliotece (jeśli znajdą się chętni). Postanowiłam też, że będę pisała zwięźlej (co, jak widać, zupełnie mi nie wychodzi) i bardziej na temat. Mam również nieśmiałą nadzieję, że najpopularniejszym tekstem przyszłego roku będzie rzecz o książce wartościowej zamiast punktowania niedoróbek poczytnej Ałtorkasi (KLIK). No i… dostałam wizę, więc marzenia się prawdopodobnie spełnią! NYC, here I come! 😀

Czy Wasz rok 2015 też był tak intensywny? Jakie literackie plany macie na 2016?

podsumowanie 2

19 thoughts on “Sto dwadzieścia siedem, czyli podsumowanie 2015

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *