Fragment protokołu ze spotkania klubu książki – “Znaki szczególne” Pauliny Wilk

Nieuchronnie zbliżamy się do drugiej rocznicy naszych spotkań, bowiem widziałyśmy się już po raz osiemnasty. Zanim przeszłyśmy do omawiania bieżącego tematu, uczestniczkom zostały rozdane zakładki nawiązujące do treści poprzedniej lektury – Dziewczyny Houdiniego. 

Tym razem tematem głównym był powrót do dzieciństwa – różowych lat ’80 i ’90-tych i nowa książka Pauliny Wilk – Znaki szczególne. Do dzieciństwa wracałyśmy także kulinarnie, zatem oto, co znalazło się na stole (o ile wszystko zapamiętałam)

  • młode ziemniaczki z koperkiem i kefirem ze szczypiorkiem a la zsiadłe mleko i jajkiem sadzonym (wakacje na wsi :))
  • serki topione (mama E. robiła jej do szkoły co piątek) 
  • pyszną sałatkę z ryżem, tuńczykiem, kukurydzą i dwoma ziołami na „cz” 
  • kisiel z tartym jabłkiem (wymieniony również w książce) 
  • truskawki (sezonowo) 
  • czeska (prawie czechosłowacka) czekolada nadziewana 
  • słone paluszki 
  • galaretki z cukrem
  • preparowany ryż
  • kompot rabarbarowy
  • okrągłe gumy balonowe, tracące smak po trzydziestu sekundach 
  • oranżada HELLENA (bo małych oranżadek ani PTYSIA nie znalazłyśmy) – popijam ją, tworząc ten protokół
  • cola i pepsi w puszkach do kolekcji
  • soczki z rurką 
  • żelki (wersja NIE-HARIBO) i czekoladowa MALAGA 
  • na koniec przygód kulinarnych, z lodówki (temperatura!) przywędrowały do nas jajka z niespodzianką, komisyjnie jednocześnie otwierane przez wszystkie uczestniczki – przy wtórze okrzyków typu O nie, ale beznadziejne! lub Iiiiiiiii, czaderskie!, tudzież Zamienisz się? Ale tak na zawsze? Słowem, dobrze wrócić do tych czasów i tego zdziwienia. A oto, co upolowałyśmy:
 
 

Poza jedzeniem, towarzyszyły nam inne wydarzenia okołoksiążkowe – oglądałyśmy  zdjęcia Z. z przerażającymi Mikołajami, od których lepiej uciekać niż dostawać prezenty, słuchałyśmy Plastusiowego pamiętnika na winylu, wspominałyśmy dzieciństwo. Dzieciństwo szkolnych sklepików, zabaw w namiocie pod czterema krzesłami i kocem, dzieciństwo szkolnych przyborów do pisania (od E. każda z nas otrzymała zaczarowany ołówek – było wymienianie, a jakże!), zabaw podwórkowych i wołania z okna, rozmaitych technik wyżerania vibovitów z saszetek, gier na pierwszych Commodore’ach i ATARI (także u kolegów), pieczątek lekarskich w srebrnych pudełeczkach, filmów, które najbardziej działały na wyobraźnię… 

***
Poza snuciem wspomnień, radosnymi wybuchami śmiechu, nostalgicznymi opowieściami i porównywaniem dziecięcych doświadczeń, odbyłyśmy także dyskusje merytoryczne na temat Znaków szczególnych i ustaliłyśmy, co następuje:· Nie potrafimy zidentyfikować się ze wszystkimi zjawiskami opisanymi przez Paulinę Wilk, być może dlatego, że większość z nas urodziła się bliżej połowy niż początku lat ’80-tych i nie mamy wyraźnie w pamięci poczucia braku. Być może dlatego, że posiadamy jednak znaki szczególne, własne doświadczenia, są między nami różnice – wynikające z czynników regionalnych, jednostkowych, rodzinnych (szczególnie jeśli byłyśmy starszymi z rodzeństwa)…· Wzruszyło nas używanie pierwszej osoby liczby mnogiej, szczególnie podczas opisu wspomnień i doświadczeń, bo i my w naszych prywatnych opowieściach o dzieciństwie, często tej formy używamy (no właśnie). Zawsze jest biegaliśmy, chodziliśmy, graliśmy – ewentualnie zamiennie z biegało się, chodziło, grało. Ale ponieważ nie zawsze łatwo było nam zidentyfikować się z przemyśleniami autorki, bywały fragmenty książki, w których uogólnianie ich na nas wszystkich, dzieci lat ’80-tych, wydawało nam się przesadą.· Wzruszały nas także opisy zabaw, do których zamiast gadżetów, potrzebne nam było tylko jedno – wyobraźnia.

Pustynne diuny i ciągnące się po horyzont afrykańskie pustkowia oglądałam z moim bratem stryjecznym. Wskakiwaliśmy do samochodu terenowego, a ściślej: na jego łóżko i ruszaliśmy w rajd Paryż–Dakar. On prowadził, a ja – z plakatem pokazującym trasę rajdu na kolanach – byłam pilotem. Ileż to razy zagrzebaliśmy się w piachu! On wtedy wysiadał i pchał, a ja przejmowałam kierownicę. Ściskałam plastikowy talerz i gazowałam. Oczywiście największym problemem na pustyni była niedostateczna ilość wody, którą popijaliśmy z butelki o egzotycznym kształcie. Przywiózł ją z Iraku mój stryj, podobnie jak kij z rzeźbioną głową węża oraz wysuszone już orzechy palmy kokosowej, które zabieraliśmy na nasze rajdy. Gdy zbrakło nam wody albo jedzenia, zatrzymywaliśmy się u Beduinów. Najważniejsza była podróż, a nie zwycięstwo, więc na mecie zajmowaliśmy zwykle skromne, trzecie miejsce.

Na szczęście znamy przecież takie dzieci i dziś. Widzimy też, że „moda” na prostotę i wyobraźnię wraca. Może więc nie wszystko stracone?· Zmiany zmianami, nostalgia nostalgią, ale nie żyjemy w złej rzeczywistości. Faktycznie rzadziej kontaktujemy się z sąsiadami, częściej robimy bezmyślne zdjęcia, budujemy dwa perony zamiast jednego, przepisy sprawdzamy w internecie zamiast pytać znajomych. Ale czy to źle? Zamieniliśmy jedną niedoskonałą rzeczywistość na inną równie niedoskonałą. Nie ma lepiej i gorzej, jest inaczej.· Większość z nas zgadza się z opisanymi w Znakach szczególnych wątkami dotyczącymi naszych narodowych przywar politycznych. Faktycznie dużo lepiej wychodzi nam budowanie państwa podziemnego i jednoczy nas tylko wróg (bo nawet tragedie narodowe zaczęły dzielić):

Jedyne, do czego jest nam naprawdę potrzebne, to wspólna przestrzeń konfliktu. Polska istnieje jako front, na którym ścieramy się światopoglądowo, politycznie, gospodarczo. Nie mamy agory, na którą przychodzilibyśmy ze sobą rozmawiać. Mamy jednak pole bitwy, gdzie zjawiamy się z arsenałem. W czasach pokoju polscy przywódcy utrzymują wojenną strategię i nomenklaturę. Dopóki wojują, czują się niezbywalni. Pokojowe współistnienie oznaczałoby dla nich złożenie broni, pracę wokół spraw istotnych, skomplikowanych. Byłoby sprawdzianem umiejętności, a nie wywijaniem drewnianą szabelką.

Zamiast iść do życia i zwykłych zajęć, szwendamy się po okopach. Wolimy bić się o wolność, niż ją mieć.

· W dodatku faktycznie jako naród coraz częściej zachowujemy się wobec innych tak, jak swego czasu zachód zachowywał się wobec nas. Coraz częściej krytykujemy, wyśmiewamy, deprecjonujemy – ale tylko tych, których uważamy za gorszych, słabszych. Czy dzięki temu czujemy się lepiej? Wcześniej, pisał też o tym Szczerek, a teraz Paulina Wilk.

Daleki, odmienny od naszego świat, którego pragnęliśmy, przydaje się dziś także do poprawiania sobie samopoczucia. (…) Dawne zniecierpliwienie i chęć przebicia się przez mur zamieniliśmy na niewdzięczną rolę stróżów pilnujących zamkniętych drzwi.

· Zgodziłyśmy się, że jako pokolenie jesteśmy analogowo-cyfrowi (uwidoczniłyśmy to nawet podczas spotkania – zapisując datę kolejnego – część z nas w telefonach, część w papierowych kalendarzach), jesteśmy przecinkiem oddzielającym generację tych tylko analogowych, od tych tylko cyfrowych.· Na koniec rozważań, zachwycałyśmy się plastycznym językiem autorki, prześcigając się w cytowaniu co zabawniejszych, czy co trafniej sformułowanych fragmentów. Ta właśnie wartość Znaków szczególnych jest jedną z najbardziej niezaprzeczalnych.Podsumowując – dla nas nadeszła pora na szukanie własnych, nie tylko pokoleniowych, znaków szczególnych

 
 

Paulina Wilk
Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 300

Ocena (moja): 4,5/6

 
 

3 thoughts on “Fragment protokołu ze spotkania klubu książki – “Znaki szczególne” Pauliny Wilk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *