„Winne” Jarosława Czechowicza – recenzyjna kapsułka #3

Niedawno ukazała się druga powieść krytyka literackiego i nauczyciela, Jarosława Czechowicza, pod tytułem „Winne.” Pewnie gdyby nie kwarantanna, nie sięgnęłabym po tę historię, ale chyba straciłabym coś naprawdę wartościowego – przede wszystkim fabularnie i konstrukcyjnie. „Winne” to historia dwóch sióstr, które doświadczyły trudnej domowej przeszłość i które rozdzieliła równie niełatwa teraźniejszość. Powieść Czechowicza to przede wszystkim studium relacji między nimi oraz każdej z nich z dwoma znaczącymi kobietami w rodzinie – matką i ciotką. Tłem są też relacje z ojcem, partnerami oraz… pamięcią o dzieciństwie pełnym wyrafinowanej przemocy. Klimatem książka może przypominać „Dwie kochanki” (KLIK) M. Harnego oraz „Willę” M. Zimniak.

Ważne cytaty

Niestety tylko jeden:

„Jesteście tylko zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności.” Każda z nich na swój sposób chce wyjść poza to stwierdzenie. Każda je doskonale pamięta, choć żadna nie odważy się powiedzieć tego na głos.

Warstwa konstrukcyjna

Konstrukcja książki jest prosta. Jarosław Czechowicz zastosował popularny, ale sprawdzający się znakomicie, sposób na przeplatanie rozdziałów w dwóch płaszczyznach czasowych – „teraz” i „kiedyś”. Ta pierwsza toczy się przede wszystkim w Islandii, druga zaś – w Krakowie. Autor z wprawą nawiguje w czasie i przestrzeni, na okładkowym sznurze wiążąc kolejne supełki, aż wreszcie dwa jego końce zgrabnie się łączą. Łączą się w całość, która wiele wyjaśnia i nie powinna pozostawiać czytelnika z uczuciem niedosytu.

Bohaterki powieści są bardzo charakterystyczne, spójne, niejednoznacznie odbierające rzeczywistość. Poza genami i wspólnotą dziecięcych doświadczeń, wiele je łączy, a jednak wybrały dla siebie drogi absolutnie odrębne. W płaszczyźnie teraźniejszej dzielą je tysiące kilometrów i mur, jaki wokół siebie postawiła ta, która eksploruje zimową Islandię, a jednak współuzależnienie i potrzeba w dużej mierze jednak destrukcyjnej symbiozy robią swoje i znów przyjdzie im się spotkać. 

Warstwa literacka

Jedyny cytat, jaki w książce zaznaczyłam, mówi sam za siebie. Nie zauważyłam wielu charakterystycznych cech stylu w prozie Czechowicza, zdecydowanie większe wrażenie zrobiła na mnie konstrukcja powieści. Niemniej jednak całość czyta się szybko, a zakończenia kolejnych rozdziałów pobudzają do przekładania kolejnych stron. Musi być zatem dobrze, choć może nieco przeźroczyście.

Perełki

Niewątpliwie Czechowicz ma niebywały talent do ukazywania codzienności – tych drobnych czynności i najmniejszych szczegółów, które się na nią składają. Niektórzy czytelnicy uważają, że opisy picia kawy, spacerów, zakupów czy przytaczanie pojedynczych – nieznaczących dla rozwoju fabuły – dialogów, są tylko wypełniaczami objętości powieści. Ja mam wręcz przeciwne zdanie – nic tak bardzo nie uwiarygodnia bohaterów i fabuły, jak te mikrocząstki, z których składa się przecież rzeczywistość.

Muszę również pochwalić podejście do tematyki powieści, na którą niewątpliwie w dużej mierze składają się te trzy „P”: przemoc, pamięć, przeszłość. Każda z nich ma własne przynależne jej miejsce, a koniec końców zgrabnie układają się w spójną całość. Niczym nie epatują, niczego nie podają na tacy, niczego też nie poddają surowej ocenie. Przemoc, pamięć i przeszłość wzajemne się w życiach bohaterek napędzają i tworzą system naczyń połączonych. Takich, z których niewątpliwie warto pić (choć najlepiej tylko w literaturze).

Co bym zmieniła?

Zmieniłabym tych kilka niezbyt udanych zdań i wyrażeń, nic bardzo błędnego, nie brzmią po prostu najlepiej i nieco mi zgrzytały.

Zastanowiłabym się też nad emocjonalnością bohaterek, nad tym, czy tak wiele ich uczuć trzeba czytelnikowi tłumaczyć, i nad tym, czy wreszcie pewnych szczegółów dotyczących choćby uzależnień, depresji czy przemocy nie da się po prostu pokazać, zamiast nazywać je po imieniu i wykładać czytelnikowi kawę na ławę. Książce Czechowicza nie brakuje klimatu i aury tajemniczości, którą kolejne rozdziały oplatają fabułę, ale nie zaszkodziłoby, gdyby opleść nią również emocjonalne życie bohaterek.

Dla kogo tak, a kto powinien unikać?

Dla wszystkich tych, którzy od literatury oczekują emocji, dla czytelników, których poruszają wątki o trudnej przeszłości w życiu dorosłych ludzi oraz tych, którzy lubią poznawać mikroświaty.

Zupełnie nie dla tych, którzy poszukują tempa, zwrotów akcji, brutalności (ona tu jest, ale niedopowiedziana budzi czasem przecież większą grozę).

 

Wydawnictwo Seqoja

Liczba stron: 208

Ocena: 4,5/6

2 thoughts on “„Winne” Jarosława Czechowicza – recenzyjna kapsułka #3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *