Uparte serce Poświatowskiej, czyli o tym, jak można ledwo znosić bohatera i uwielbiać książkę

 

Myślałam o rzuceniu tego edukacyjnego bałaganu, czy poetyckiego kramu rozmaitości, i pracy w szpitalu. Może w szpitalu dla kolorowych – w biednym szpitalu; tak mi trzeba czasem popatrzeć na niedomknięte oczy, na przyspieszony oddech, coś zrobić, jakoś pomóc, obojętnie w którą stronę. To może być bardzo święte pragnienie i bardzo sadystyczne – kwestia interpretacji. Brakuje mi walki ze śmiercią i w braku śmierci walczę ze sobą i z życiem.
 

Chimeryczna, histeryczna, wrażliwa i niezrozumiana postać Haliny Poświatowskiej jest już legendą polskiej literatury. Niełatwo rozprawić się z biografią legendy, niełatwo sprostać wymaganiom kogoś, kto jeszcze pamięta, wreszcie niełatwo zrobić to tak dobrze, z takim wyczuciem i talentem, jak uczyniła to Kalina Błażejowska, autorka Upartego serca.

Halina Poświatowska, a właściwie Myga, urodziła się cztery lata przed wybuchem drugiej wojny światowej – kilka lat wojennych więc zapamiętała już świadomie. Śmierć siostry i poważna choroba serca spowodowana przebywaniem w bardzo trudnych warunkach poważnie naznaczyły całe jej późniejsze życie. Nie mogła chodzić z innymi dziećmi do szkoły, nie mogła uprawiać żadnego sportu, a samo wchodzenie po schodach mogło skończyć się tragicznie. Walcząc ze swym upartym sercem, przez pierwsze dwadzieścia kilka lat życia, nauczyła się z nich korzystać – z życia i z chorego serca. Zaledwie dwa lata była żoną Ryszarda (a właściwie Adolfa) Poświatowskiego do jego śmierci… na serce. Korespondencyjnie skończyła szkołę średnią i zdała maturę. Jej wiersze zaczęły pojawiać się czasopismach literackich, w przerwach między sanatoriami i pobytami w krakowskiej klinice, przygotowała pierwszy tomik poezji – Hymn bałwochwalczy. Dostała go do ręki za oceanem, w Stanach, gdzie trafiła dzięki dobrej woli i pieniądzom amerykańskiej Polonii. Przeszła tu skomplikowaną operację zastawek serca, wydobrzała i postanowiła zostać na zawsze. Jak to często bywa, życie (nie bez wpływu kapryśnej natury poetki) zweryfikowało plany – spędziła tam trzy lata. Ukończyła prestiżowy Smith College i choć dostała decyzję o przyjęciu do Stanford University oraz ogromne stypendium, postanowiła wrócić do Polski. Rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, na którym potem pracowała naukowo. Odwiedziła w tym czasie Jugosławię, Francję, publikowała w czasopismach, wydała dwa tomiki wierszy i autobiografię oraz złamała wiele męskich serc. Odnowiły się problemy zdrowotne, coraz więcej czasu spędzała więc w klinice i w sanatoriach, których szczerze nie znosiła. Tymczasem w kraju rozwinęła się medycyna i w Warszawie można było już wykonywać bardziej skomplikowane operacje kardiologiczne. Poświatowska zdecydowała się więc na ryzyko i pojechała do stolicy, by oddać się w ręce lekarzy. Tam, po skomplikowanej operacji i jeszcze bardziej skomplikowanym życiu, pełnym cierpień i frustracji, w wieku 32 lat, po prostu…. pękło jej to uparte serce.

Podobne dość proste biogramy Poświatowskiej, można spotkać wszędzie. Nie dowiemy się jednak, kim była ta poetka trudnego pokolenia, jeśli nie przyjrzymy się jej bliżej, a to spojrzenie – w tak pięknej formie – oferuje Błażejowska. A jest o czym pisać, bo i osoba i życie skomplikowane – perfekcyjny materiał biograficzny, który od autorki wymagał nie lada wysiłku i czasu. Dotarła bowiem do źródeł do tej pory nieznanych, prywatnych archiwów w Polsce i zagranicą, relacji osób współczesnych opisywanym wydarzeniom.

Dzięki wyczerpującym badaniom, których efekty przybrały zaskakująco piękną i skomplikowaną  formę czasu teraźniejszego, otrzymujemy wyczerpujący obraz osoby poetki i jej środowiska, stawiający Uparte serce na pograniczu biografii i powieści biograficznej. Obserwujemy Poświatowską niejako bezpośrednio i z wrażeniem braku perspektywy czasu, z jej humorami, brakiem zdecydowania, pełnej wewnętrznych sprzeczności, uparcie dążącej do zaspokojenia ambicji, wreszcie “pożeraczki” męskich serc – szczególnie tych zajętych, jakby mało jej było kłopotów z własnym, upartym. Bywały momenty, kiedy zalewała mnie krew, na myśl o jej zadufaniu w sobie, o jej chronicznym braku poczucia wdzięczności i taktu i o tym, jak z premedytacją wdrażała w życie późniejsze piękne powiedzenie Mariusza Szczygła – Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej… Za chwilę znów i mnie pękało serce podczas opisów cierpień i zdrowotnych oraz materialnych ograniczeń. Targały mną emocje skrajnie sprzeczne – takie zapewne, z jakimi walczyła sama Poświatowska. Kiedy walczyła z chorobą, walczyła o życie, kiedy zabrakło choroby, walczyła z życiem, jakby jej temperament pochodził z zupełnie innego naczynia niż to, jakim było jej własne ciało. Przegrywała walkę na wszystkich frontach – ze sobą, z chorobą, by przegrać wreszcie z samym życiem, kiedy śmierć po kilku nie udanych próbach, skutecznie wyciągnęła po nią ręce. Postać tragiczna i… uparta, zafascynowana, fascynująca i fascynująco opisana. To frustrujące, że osoby młodsze ode mnie piszą takie książki.

Na szczególną uwagę zasługuje także dopracowane niemal w każdym calu wydanie – piękna okładka, przyjazne czytelnikowi papier i czcionka, bogaty materiał ikonograficzny, wyczerpujące przypisy. Bardzo dobrze, że wydawca, oprócz kolorowej wkładki zdjęciowej w środku książki, postawił także na fotografie ilustrujące poszczególne fragmenty biografii. Całokształt jest niemal idealny, a już na pewno idealnie dopracowany. Choć jak twierdzi sama autorka:

Granica między faktem i fikcją jest zresztą niemożliwa do ustanowienia. “Faktyczne” są tylko tysiące dni życia; każda opowieść o nich jest już kreacją. Nie sposób napisać o czyimś życiu “obiektywnie” – zawsze wnosi się swoją wrażliwość, swoje wartości, swoją perspektywę.

 
 
uparte+serce
 
 
 
Kalina Błażejowska
Wydawnictwo ZNAK
Liczba stron: 338
 
Ocena: 5,5/6
 
 
 

4 thoughts on “Uparte serce Poświatowskiej, czyli o tym, jak można ledwo znosić bohatera i uwielbiać książkę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *