„Trzynasta opowieść”

„Trzynasta opowieść” jest jedną z tych książek, do których chce się wracać, dlatego też wróciłam. Absorbuje uwagę i wciąga bez reszty zarówno fabułą jak i pisarskim stylem. Choć zdarzają się tam fragmenty, a nawet wątki, napuszone i nieco może grafomańskie, całość ma postać małego arcydzieła. Być może przesadzam, ale

Klimat powieści jest tajemniczy, może nawet mroczny, a fabuła nie pozwala człowiekowi odpocząć od wrażeń. Mamy więc stary dom, tajemnicze bliźniaczki, choroby psychiczne pożary, historię sławnej pisarki i biografki pracującej w antykwariacie ojca. Są też wrzosowiska, kot Shadow i dziecko, które wzięło się z dymu. Jednym słowem wszystko, czego potrzeba nieco gotyckiej powieści, trochę w stylu „Wichrowych wzgórz”, „Jane Eyre”, „Kobiety w bieli”, ale też „Gry anioła”.

Jak każda książka o książkach, o ich gromadzeniu, pisaniu czytaniu, sprzedawaniu i… po prostu kochaniu, stanowi nie lada gratkę dla ich miłośników.

Nie wspominając już o perełkach takich jak:

Podsłuchiwanie pod drzwiami nie jest oznaką złych manier, jeśli robi się to dla dobra nauki, a doktorowa była zapalonym naukowcem, gdy chodziło o studia nad swoim mężem.

(…) jej oczy były zbyt przepełnione pięknem, by zostało w nich miejsce na coś tak prozaicznego jak inteligencja…

:))