Tragedia na Przełęczy Diatłowa

Prawdopodobnie większość z Was słyszała o tajemniczej śmierci dziewięciorga studentów, którzy w 1959 roku wyruszyli na wyprawę na górę Chołatczachl, na Uralu Północnym. Ta niezbyt wysoka góra, otoczona trudną do przejścia zimą tajgą, zabrała im życie, a wielu obywatelom ZSRR – szacunek do władz i służb mundurowych kraju rad. Przez dekady, narosło wokół sprawy wiele mitów, a akta odtajniono dopiero niedawno. Wrażenie niesamowitości potęgowały ubrania i pozycje, w jakich znaleziono ofiary, a także pogłoski o grasujących w okolicach więźniach łagru, świetlnych kulach nad lasem, rytualnych mordach dokonywanych przez rdzennych mieszkańców Uralu, czy próbach nowych rodzajów broni, jakie miały być przeprowadzane w okolicy. Do dziś pozostajemy tylko w sferze domysłów. Ale teraz domysły można opierać na faktach i dokumentach. Tak też czyni Alice Lugen, autorka „Tragedii na Przełęczy Diatłowa”.  Lugen to pisząca pod obco brzmiącym pseudonimem Polka, twórczyni bogatej w materiały strony internetowej  diatlow.pl.

Ważne cytaty

Korotajew jest autorem wielokrotnie powtarzanej przez innych, zapadającej w pamięć i wyjątkowo obrazowej metafory, która absolutnie nie nadaje się do druku. Jej sens sprowadza się do tego, że człowiek będący zbyt blisko władzy i klęczący przed nią na kolanach nie zauważa, że żyje w kraju bezprawia, ponieważ jest bez reszty pochłonięty czynnością, przy której większość zamyka oczy. A nawet gdyby je otworzył i dostrzegł co nieco, nic na ten temat nie powie, ponieważ usta ma zajęte czymś innym.

Nie ma znaczenia, co ogłosi prokuratura generalna, ponieważ nie pochyliła się ona nad istotą problemu wiszącego nad tragedią od sześćdziesięciu lat. Cokolwiek jednak powie, wywoła to potężny opór masy ludzi, sprzeciw rodzin ofiar i świadków, wysyp publikacji, protestów i nowych hipotez. Rozsierdzi zwolenników wszystkich opcji politycznych, choć każdej z innego powodu. Zrobi dokładnie to samo, co uczyniło śledztwo mówiące o „potężnej sile”. Dlatego historia Przełęczy Diatłowa nie ma końca. Kręci się w kółko po zamkniętym obwodzie.

Warstwa konstrukcyjna i literacka

Tragedia na Przełęczy Diatłowa” to czternaście rozdziałów bardzo zgrabnie ze sobą połączonych. Lugen stopniowo odkrywa przed czytelnikiem szczegóły sprawy Diatłowców. Styl może nie porywa i nie zaskakuje, ale zapewnia przyjemny (na tyle, na ile pozwala temat) czas spędzony na lekturze. To właśnie zabiegi konstrukcyjne pozwalają na ukazanie prawdziwego (anty)bohatera tek książki, jakim jest… homo sovieticus.

Perełki

Bezsprzeczną zaletą reportażu „Tragedia na Przełęczy Diatłowa” jest podejście autorki do tematu – rzetelne, pozbawione plotkarskiej żyłki i pogoni za sensacją, o którą przecież w tej sprawie nietrudno. Lugen powołuje się na ujawnione akta sprawy, relacje prasowe i rozmowy z rodzinami ofiar etc. Ostrożnie formułuje wnioski, nakreśla tło polityczne wydarzeń, analizuje, ale jednocześnie pozostawia czytelnikowi pole do własnych interpretacji. Również dwadzieścia siedem stron bibliografii i przypisów pokazuje, jak tytaniczną pracę musiała wykonać autorka, by opowiedzieć o sprawie Diatłowców.

Duże wrażenie zrobiło na mnie przedstawienie bohaterów. Zostali oni nakreśleni w sposób nieschematyczny, a kolejność wprowadzania bohaterów wynikała z rozwoju opowieści, nie zaś ze sztywnych ram konstrukcyjnych książki (np. osobnego rozdziału). Ten, jak również kilka pomniejszych, zabiegów potęguje wrażenie osobistego uczestnictwa w wydarzeniach, dawkowania napięcia i kroczenia w kierunku punktu kulminacyjnego. I ten tajemniczy Zołotariow! Nic więcej nie zdradzam.

I oczywiście zdjęcia! Doskonale dopasowane do treści (to niby oczywistość, ale w praktyce wydawniczej już nie tak często spotykana), w najlepszej możliwej jakości.

Co bym zmieniła?

Może to nieprofesjonalne, by krytykować decyzje wydawnictw (te, które nie dotyczą literatury), ale jednak odważę się to zrobić. Z jakiegoś powodu, wydawnictwo postanowiło, że książka nie będzie dostępna w abonamencie Legimi oraz, że nie będą jej dotyczyły promocje (np. na literaturę dotyczącą Rosji) w księgarni Czarnego. Trochę nie rozumiem, jaki jest cel takich działań. Bo popularności raczej nie przysparzają.

Brakowało mi (ale to nie zarzut, tylko opinia) opisów kulturowych reperkusji tragedii – filmów, a nawet gry komputerowej. Generalnie chciałabym poczytać o tym, jak tragedia grupy Diatłowa wpłynęła na zbiorową świadomość ludzi, którzy się nią interesowali. Ale cóż, to może być temat na kolejną „rozprawę” – zbyt obszerny, by zmieścić się tu.

Dla kogo tak, a kto powinien unikać?

Dla wszystkich tych, których fascynują historie wypraw górskich i polarnych, niewyjaśnione zagadki oraz… działanie władz i służb w ZSRR, jak również dla tych, którzy są zniesmaczeni powieścią Anny Matwiejewej, „Przełęcz Diatłowa. Tajemnica dziewięciorga” i pragną rzetelniejszych i aktualniejszych informacji.

Zupełnie nie dla tych, którzy stronią od nieprzyjemnych widoków i opisów, którzy nie gustują w zagadkach na pograniczu kryminalistyki i polityki, a także nie dla tych, którzy chcą poznać ostateczne wyjaśnienie tego, co NAPRAWDĘ stało się na zboczu Chołatczachl pewnej lutowej nocy 1959 roku.

Wydawnictwo Czarne

Liczba stron: 288

Ocena: 4/6

Powyższa recenzja powstała we współpracy z księgarnią TaniaKsiazka.pl, nowości w dobrej cenie kupicie TUTAJ.

Tania Książka świętuje 11. urodziny - Książki - POLTERGEIST

One thought on “Tragedia na Przełęczy Diatłowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *