Stan nieważkości i bolesna polska literatura

 

Zaczęło się jeszcze w wakacje, w sierpniu. Lato już trochę przejrzało, światło słoneczne miało kolor miodu, rankami jasnego, a popołudniami ciemnego. (…) On mieszkał po sąsiedzku, tylko z matką, w małym domku z oknami osadzonymi tak nisko, że zaglądając do środka nie patrzyło się w górę, tylko w dół. Ale kto by zaglądał, nic tam nie było do oglądania oprócz waty między szybami i powtykanych w watę zasuszonych nieśmiertelników. Był starszy, miał iść do ósmej klasy po dwóch latach spędzonych w siódmej, ale nieduży i wyglądał jak dziecko, jakby zawsze miał nim zostać.
 

Były trzy, ale jedna tylko przez chwilę, jakby niechcący. Połączyło je niewiele, różniło wszystko. A jednak śmierć chłopca, którego znały ledwie z widzenia pozamieniała tyle ścieżek, ile tylko można było zmienić, choć zupełnie nie zdawały sobie z tego sprawy. Każda z nich poszła dalej w sobie tylko znaną stronę. Całym majątkiem Ewki stała się torba Triumph, Heleny – dwójka dzieci i mąż, a Zuzanny – sztuka i wspomnienia.

Nieważkość to zaledwie jeden dzień, ale też całe życie, pewnie nawet niejedno. Każda z kobiet jest nieważka, w każdej mieszka dziewczynka, którą kiedyś była. Wszystkie czegoś szukają i każda znajduje, ale niekoniecznie to, czego się spodziewała, bo życie nie pisze się naszymi oczekiwaniami, ale samym sobą.

Zgasiła papierosa i tak długo deptała niedopałek, że prawie wtarła go w beton parkingu (…), gdzie kiedyś było pole i drobne kwiatki wiosną dla dziewczynki, gdzie kiedyś były sekrety, i pewnie nadal są, tylko nikt ich już nie znajdzie.

Nieważkość jest przykra, momentami naturalistyczna, ale przez to tym bardziej prawdziwa. Jest jak życie, bowiem została zbudowana z odpowiedniej dawki liryzmu, patosu, bólu, potrzeb, marzeń, brzydoty i piękna, które jest po to, by dało się żyć. Fiedorczuk świadomie czaruje, prowokuje, czasem gorszy, ale przede wszystkim nazywa rzeczy po imieniu. Nawet wtedy, gdy chcemy, by nazywały się zupełnie inaczej.

Nieważkość to stan umysłu i duszy, a Nieważkość to książka o czasie przeszłym, o którym autorka opowiada z nostalgią, ale i nienawiścią. To także powieść o tym, że przeszłość zawsze nas dogoni, ale czasem dogania nas jedynie to, co tylko wydaje nam się przeszłością. W końcu, czas to przesąd.

 
 
 
 
Julia Fiedorczuk
Wydawnictwo Marginesy
Liczba stron: 288
 
Ocena: 5/6
 

SKRÓT DLA OPORNYCHShare

Dla kogo na pewno tak: dla miłośników historii niebanalnych, polskich do bólu, czasem brudnych i nieprzyjemnych; dla tych, którym podobały się Dwie kochanki Marka Harnego.

Kto powinien omijać: czytelnicy, którzy od powieści oczekują tradycyjnej obyczajowości – początku, rozwinięcia i szczęśliwego zakończenia; ci, dla których lata ’80 i ’90 nie kojarzą się z magią codzienności.

 
 
bonito.pl/?utm_source=blog&utm_medium=banner&utm_campaign=KotNakrecacz
 

3 thoughts on “Stan nieważkości i bolesna polska literatura

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *