SKAZANA na wspaniałą lekturę… przepadłam… na Islandii

Wstyd się przyznać, ale do tej pory wiedziałam o Islandii tylko tyle, że leży na dalekiej północy, większość Islandczyków wierzy w trolle, a owiec jest tam dwa razy więcej niż ludzi… O XIX-wiecznej Islandii nie wiedziałam absolutnie nic (choć można przypuszczać, że te prawidłowości, które wymieniałam do współczesności, istniały również wtedy), no może poza bardzo mglistym pojęciem o jej związkach z Danią… I dlatego też trochę z powodu niewiedzy, trochę z powodu opisu i ciut z powodu okładki, sięgnęłam po Skazaną H. Kent.

To pięknie napisana powieść, której stworzenie poprzedziły lata badań nad islandzkimi (i nie tylko) dokumentami sądowymi, listami, sprawozdaniami dotyczącymi Agnes Magnusdottir – ostatniej kobiety skazanej w Islandii na śmierć (1828). Autorka przedstawia ostatni rok życia bohaterki w sposób beletrystyczny, ale przynajmniej dla mnie – bardzo wiarygodny. Skazana za udział w zabójstwie dwóch osób Agnes, trafia do gospodarstwa rodziny urzędnika okręgowego, Jona Jonssona, gdzie ma pracować jako służąca i oczekiwać dnia wykonania wyroku. Dzięki pomocy młodego wikariusza, a później także członków rodziny Jonssona, na ostatnim etapie swojego życia ma czas na podsumowania. Jej rozmówcy, początkowo tak jej niechętni i zlęknieni, także skorzystają na tym spotkaniu. Jak? Jaką prawdę przedstawi im Agnes? Tego już zdradzić nie mogę. Powiem tylko tyle, że czytelnik nie odłoży książki obojętnie, ponieważ dostanie prawie 400 stron dobrej literatury.

Oszczędny język autorki, niebanalna historia, którą stworzyła rzeczywistość, a zakończył topór, a także ciekawe wydanie książki to najważniejsze, choć nie wszystkie przecież jej zalety. Porusza tak bardzo, że po przeczytaniu jej ebookowej wersji czym prędzej kupiłam ją w postaci papierowej. Czytanie bardzo ułatwiają dodatki – zamieszczona na początku mapa miejsc opisywanych w książce (łatwo prześledzić drogę, nawet życiową, głównej bohaterki), wprowadzenie do fonologii islandzkiego (uznawanego przecież za jeden z najtrudniejszych języków a świecie) oraz wyjaśnienie konstruowania islandzkich nazwisk. Niebagatelne znaczenie ma tez posłowie autorki, w którym opisuje swoją pracę nad powieścią.

Z każdej niemal strony Skazanej wychodzi surowość Islandii – we wszystkich jej odcieniach. Surowość krajobrazu, klimatu, zwyczajów, prawa, ludzi, języka… Wszystko o czym pisze Kent, tak bardzo pasuje do tego kraju wulkanów, zimy i owiec; kraju w którym śnieg pada od września do maja; kraju w którym termin egzekucji wyznacza fakt, czy w zmarzniętej ziemi da się wykopać grób… Tego właśnie kraju i w dodatku na początku XIX wieku – w czasach, kiedy małżeństwo kobiety wymagało pozwolenia co najmniej czterech mężczyzn, a umiejętność czytania stanowiła przeszkodę w znalezieniu pracy.

 

Hannah Kent
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Liczba stron: 392
Ocena: 5,5/6

 

 

P.S. Oj, przydałoby się takie futro na Islandii… :)

 

P.S.S. Autorka (http://hannahkentauthor.com/) jest w moim wieku, robi doktorat, pisze książki i jest naczelną “Kill Your Darlings“. Może przykład takich osób w końcu mnie doprowadzi do jakiejś pracy nad doktoratem?

 

2 thoughts on “SKAZANA na wspaniałą lekturę… przepadłam… na Islandii

  • Ojej, ależ mnie zachęciłaś tą recenzją, a u mnie czeka sobie jej ebook, gdzieś w odmętach komputera… A to książka, którą na pewno pragnę przeczytać. Tylko zauważyłam tu jeden mały spoiler, który rozwiał moje wątpliwości co do zakończenia książki, szkoda… Czytając Twoją recenzję poczułam jednak klimat tego mroźnego kraju i powiem Ci w sekrecie;) że o Islandii wiedziałam nawet mniej od Ciebie;) Pozdrawiam

    • Oj to widzisz, przepraszam, ale wydawało mi się to jasne od początku. tajemnicą niech więc pozostanie wina Agnes… A jest to tajemnica, wierz mi, niczego sobie :)

      Polecam Ci serdecznie wyjęcie jej z czeluści komputera – jest tego warta :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *