Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija

Przemocy na tle religijnym nie wymyślił Osama bin Laden i nie zniknie ona z jego śmiercią. W każdej epoce jest wielu fanatyków (…). Zresztą, fanatyzm znajduje różne wcielenia. Niezależnie od tego, o jakim rodzaju ludzkiej działalności mówimy, zawsze znajdzie się drobny ułamek osób skłonnych poświęcić się tej działalności z bezwzględnym oddaniem i obsesyjną pasją, aż do zatracenia, skłonnych poświęcić życie na doskonalenie talentu fortepianowego lub wspinaczkę na Mount Everest.

Mormońska wersja chrześcijaństwa powstała, jak zresztą większość kościołów dowolnej religii, za sprawą samozwańczego proroka ze zdolnościami przywódczymi. W 1830 roku młodziutki  Joseph Smith założył Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, który do dziś jest jednym z najszybciej rozprzestrzeniających się wyznań na świecie (a przynajmniej w Stanach Zjednoczonych). Jego historia jest burzliwa, zagmatwana i pełna punktów dalekich od świetlanych, pełnych natomiast przemocy i podwójnej moralności. Jon Krakauer w  wydanej po raz pierwszy w 2003 roku książce „Pod sztandarem nieba” śledzi historię fundamentalistycznego odłamu tego kościoła od czasów jego założyciela aż po głośną sprawę Rona i Dana Laffertych, zabójców żony własnego brata oraz jej malutkiej córeczki.Do ostatnich dni (sic!) wierzyli, że działali z polecenia Boga.

Szaleńców nie brakuje. W żadnej dziedzinie życia. Ale jeśli do (zbiorowego!) szaleństwa dołączy usprawiedliwianie go wyznawanymi poglądami religijnymi, prędzej czy później dojdzie do tragedii. A w historii kościoła mormonów dochodziło do nich zdecydowanie zbyt często. Powody? Fundamentalizm, odcięcie od reszty świata, wizje samozwańczych proroków (mieli nawet swoją szkołę) i przykazania, które pozwalają dążyć do zbawienia nie za pomocą stosowania się do twardych reguł, ale upartego dążenia do szczęścia, czasem za wszelką cenę. Jest też powód prozaiczny i niemający zbyt wiele wspólnego z religijnością — narcyzm tych wyznawców, którzy karmią się rzekomymi wizjami pochodzącymi od Boga. Wizje i przekonania kończą się masakrami niewinnych ludzi, wielożeństwem, gwałtami na nieletnich, kazirodczymi związkami i krucjatami przeciwko niewiernym. A wszystko oczywiście… „pod sztandarem nieba”.

Jon Krakauer jak zwykle stanął na wysokości zadania. Przeplótł historie z przeszłości Kościoła z opisem sprawy braci Lafferty. Przeanalizował przykłady podwójnej moralności (np. zakaz cudzołóstwa omijany przez wielożeństwo, czy ignorowanie Konstytucji USA, poza przepisem o wolności wyznania). Wydobył z dostępnych materiałów duszę, sedno problemów i kwintesencję ich źródeł. Wydobył fakty, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego. Tak zwyczajnie, po ludzku. „Pod sztandarem nieba” to doskonały reportaż, który mimo upływu lat od pierwszego amerykańskiego, nadal budzi emocje i mrozi krew w żyłach. jest i akcent polski — w pierwszej połowie XIX wieku podstawową grupą opozycyjną wobec rosnących w siłę mormonów, byli mieszkańcy miasteczka Warsaw (w stanie Illinois).

W Polsce mormoni posiadają 14 gmin wyznaniowych (wszystkie w większych miastach), ba, jedna z nich znajduje się 800m od mojego domu — na ulicy Wiktorskiej 69. Nie praktykują wielożeństwa, mają swoją stronę internetową w języku polskim (KLIK) i podlegają władzom Kościoła, znajdującym się w Salt Lake City.

 

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla miłośników stylu Krakauera — dobitnego i dziennikarskiego, ale z polotem; dla czytelników ciekawych kwestii amerykańskiej religijności oraz wpływu wiary na jednostki, społeczności i społeczeństwa.

Kto powinien omijać: obrońcy każdej postaci wiary chrześcijańskiej oraz… ekhm… fundamentalistyczni mormoni.

krakauerPrzed gminą wyznaniową na ul. Wiktorskiej 69 w Warszawie

Jon Krakauer

Wydawnictwo Czarne

Liczba stron: 386

Ocena: 5/6

4 thoughts on “Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija

Comments are closed.