Pięć razy E. E.Schmitt, czyli "Małżeństwo we troje"

Nie jestem wielką zwolenniczką autorów “modnych”, a takim właśnie pisarzem stał się jakiś czas temu w Polsce Eric-Emmanuel Schmitt. Ale jednak sięgnęłam po jego nowy zbiór opowiadań – Małżeństwo we troje wiedziona sentymentem do Oskara…, Marzycielki z Ostendy i (szczególnie!) Przypadku Adolfa H. Być może ta nowa pozycja nie spowodowała, że zmieniło się moje życie ani światopogląd, świat nie stał się lepszy, gorszy, czy nawet inny, ale niewątpliwie spędziłam kilka godzin przy kawałku solidnej literatury.

Małżeństwo we troje to zbiór pięciu opowiadań, których elementami wspólnym są, jak pisze sam autor życia wirtualne, które stanowią podstawę życia realnego lub (jak sądzę ja) życie po szeroko pojętej stracie. Styl Schmitta (i tłumaczenia) jak zwykle na wysokim poziomie, historie zgrabnie skonstruowane, mniej lub bardziej zaskakujące. Podoba mi się ten typ narracji, autor opowiada historię, która ma początek i koniec, nie jak w przypadku opowiadań Munro – wkraczamy tylko na chwilę w przestrzeń życia bohaterów, by opuścić je w kolejnym mało znaczącym momencie. Ale może po kolei:

 

DWÓCH PANÓW W BRUKSELI

  • ciekawa historia dwóch małżeństw zawartych tego samego dnia i w jednym miejscu – oficjalnego (heteroseksualnego) i nieoficjalnego (homoseksualnego). 
  • ukazanie podobieństw i różnic, możliwości i szans obydwu par
  •  interesująca teza o tym, że być może parze homoseksualnej jest łatwiej – korzystaja z tego bezczelnego ułatwienia: inny jest tym samym. Między kobietą a mężczyzną inne pozostaje innym. Otwartość i przenikliwość nie wystarczą, trzeba długo się uczyć, by zrozumieć płeć przeciwną. A potem się z nią dogadać.
  • wadą tego opowiadania jest czas…  w jednym akapicie dialog, w kolejnym 10, 30 lat później…

PIES

  • historia wiekowego lekarza pokazana od końca
  • kolejny dowód na to, że zwierzęta są bardziej ludzkie niż… ludzie
  • małą wadą jest może to, że ta historia, opowiedziana w ten czy inny sposób, tyle razy już była… Ale teraz tak pięknie przedstawiona

MAŁŻEŃSTWO WE TROJE

  • opowieść o trojgu – kobiecie i dwóch mężczyznach – jej dwóch mężach, z których drugi zakochany jest w … pierwszym, chyba bardziej niż w żonie
  • przewrotna historia…. nie powiem kogo, by nie sugerować, ale nie zorientowałam się do samego końca (dowód na to, że czasy się zmieniają, państwa się zmieniają, zwyczaje też, ale ludzie… niespecjalnie)

SERCE W POPIELE

  • porusza trudny temat, ale w ciekawy (choć przewidywalny) sposób
  • w dodatku usytuowana na Islandii, w czasie wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull – przypomniała mi mój dzień podczas wybuchu tego wulkanu; dzień, któremu duża część Polaków (nie należę do tej grupy) przypisywała dodatkowe, niemal mityczne znaczenie

DZIECKO UPIÓR

  • króciutkie, ale mocno poruszające – mnie chyba poruszyło najbardziej
  • bardzo zgrabny zabieg Schmitta po raz kolejny – opowiadanie od tyłu

Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak Litera Nova
Liczba stron: 2013

Ocena: 4,5/6

4 thoughts on “Pięć razy E. E.Schmitt, czyli "Małżeństwo we troje"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *