Odległa wyspa — rozwiązanie konkursu

To był dla mnie bardzo trudny tydzień, który stanowił chyba kwintesencję całego 2016 roku, który mam nadzieję zostawię niebawem daleko w tyle, razem z całym dobrodziejstwem (tudzież jego przeciwieństwem) inwentarza. Przepraszam, że tak długo trwało moje ocenianie Waszych prac, to wszystko wina tego tygodnia. I trochę też tego, że przyszło ich dużo jak nigdy, czego zupełnie się nie spodziewałam, zwłaszcza, że konkurs wymagał Waszego nakładu pracy (twórczej, a jakże:)). Jestem również pozytywnie zaskoczona tym, że wiele z Waszych odpowiedzi sugeruje, że albo dobrze trafiliście i profil (albo odchylenie ;)) KKN Wam odpowiada, albo o tym, że znacie dobrze moje preferencje i doskonale wiecie, jak w nie trafić 😉 Dziękuję!

Poniżej kilka z Waszych prac, które szczególnie mi się spodobały, a ostatnia jest tą, która wygrała konkurs, a jej autorka otrzyma ode mnie i księgarni Legolas.pl książkę. Gratuluję!

img_4410MAGDALENA WACH:

Na wyspę, na której można znaleźć mapę cenniejszą niż skarb zabrałabym:

1. kolektor słoneczny Tesli, dzięki któremu miałabym zapewnioną energię;

2. ilustrowany atlas roślin, dzięki któremu wiedziałabym z jakich zasobów wyspy mogę korzystać i do czego (jedzenie, leki, w razie potrzeby trucizny i mieszanki wybuchowe);

3. siedmiomilowe buty, dzięki którym mogłabym szybko pokonywać duże odległości w poszukiwaniu mapy;

4. czapkę niewidkę, na wypadek gdyby okazało się, że wyspę zamieszkują istoty wrogo nastawione i że poszukiwań mapy trzeba dokonywać potajemnie;

5. łamacz szyfrów, służący do zrozumienia wiadomości od mieszkańców wyspy oraz do odczytania samej mapy, która może być zaszyfrowana;

6. białego królika, który zna wiele tajnych przejść i dróg;

7. lustro, przez które można błyskawicznie powrócić do domu;

8. przystojnego filozofa, który będzie towarzyszem podróży i będzie tłumaczem zastanej rzeczywistości;

9. czytnik książek z nieograniczonym dostępem do nowych tytułów, na wypadek gdyby filozof za bardzo przynudzał 😉

10. niebieską pigułkę, na wypadek gdyby całą wyprawa okazała się złym snem.

MARTA MROWIEC:

Na wyspę, na której wszystkie wzgórza, jeziora, wąwozy i wulkany nazwane są od nazw części ciała zabrałabym:

1. Strój kąpielowy, by móc kąpać się w Jeziorze Język.
2. Ulubioną filiżankę, by na Wzgórzu Czoło móc delektować się herbatą.
3. Buty górskie, do przemierzania Wąwozu Łydki (te zapewnione przez sponsora mogą być nowe i odzierać, wolę swoje sprawdzone :D)
4. Aparat, by uwiecznić piękne chwile na Wulkanie Nos.
5. Ciepły koc, bo noce na Wzgórzach Kolana mogą być zimne.
6. Nóż, bo nigdy nie wiadomo, czy wyspa na pewno jest bezludna, a co jeśli z Wąwozu Kręgosłup wyłonią się niebezpieczne bestie?
7. Zapałki, bo czymś trzeba rozpalić ognisko nad Jeziorem Uszy.
8. Pluszowego misia, bo samemu kiepsko się zasypia.
9. Notatnik, by wszystko spisać do książki patrząc na Górę Broda.
10. Książki, by odpocząć po takiej eskapadzie.

JAKUB NOWAK:

Wybieram, oczywiście, wyspę numer 5. Nie wiem, co prawda, czy odbicie jest pełne, ale w razie możliwości wybrać się bym chciał na szmaragdową wyspę. Pozwalam też sobie założyć, że odbicie jest odbiciem współczesnym i zgodnie z tym oto założeniem ma lista wygląda tak:
1. Plan Dublina
2. Anglojęzyczną kopię Ulissesa Jamesa Joyce’a
3. Odtwarzacz mp3 z albumem “Sean-Nós Nua” Sinead O’Connor i dyskografią The Cranberries
4. Skeleton key/wytrych do destylarni Jamesona
5. Worek aspiryny
6. Wykrywacz leprechaunów
7. Niezawodne a bezbolesne narzędzie do przesłuchiwania leprechaunów
8. Bezpieczny i sprawdzony talizman przeciw zemście leprechaunów
9. Taczkę wytrzymałą odpowiednio ku transportowi złotych monet w ilości circa garnca
10. Całą tonę craic

KLAUDIA SLOWIK:

Już pakuję się i wybieram na wyspę, na której wszystkie wzgórza, jeziora, wąwozy i wulkany nazwane są od nazw części ciała.

Do swojej walizki zapakuję same wspaniałości.
Po pierwsze z pewnością Encyklopedię „Było sobie życie”, która dostarczy wiele prostych informacji dotyczących funkcjonowania ludzkiego ciała, w tym oczywiście wszystkich jego istotnych części, aby nic mnie nie zaskoczyło.

Po drugie pakuję podręczną apteczkę z lekami na wszelkie możliwe schorzenia części ciała znajdujących się na wyspie, tak na wszelki (klątwy) wypadek.

Po trzecie przydatny jest mi model ludzkiego DNA z magnesów neodymowych, który idealnie skomponuje się nie tylko z klimatem wyspy, lecz również tematycznie wzbogaci wnętrze mej kwatery.

Po czwarte niezbędne są wygodne buty piechura (trapery z goretexem wystarczą), które służyć mi będą do małych i dużych wycieczek po wyspie.

Po piąte, skoro wycieczki to również konieczny jest aparat fotograficzny wraz z ładowarką słoneczną, bo zrobienie zdjęć przy każdym cudzie przyrody nazwanym od części ciała ludzkiego jest moim marzeniem!

Po szóste, troszkę oszukańczo, biorę czytnik Kindle z okładką ładowaną słonecznie i z tytułami takimi jak: „Sekretne życie drzew” P. Wohlebena, „Saga Puszczy Białowieskiej” S. Kossak, „W drodze do Babadag” A. Stasiuka, „Bieguni” O. Tokarczuk, „Jądro ciemności” J. Conrada, „Stulecie chirurgów” J. Thorwalda, które to książki oddają w pełni złożoność mej sytuacji: w podróży, w drodze, w biegu, wśród dzikiej przyrody, egzotyki, nieznanego, z fizjologią i medycyną gdzieś w tle.

Po siódme koniecznie potrzebuję stetoskopu Littmann, żebym mogła słuchać głosów ziemi i tym samym poznawać fizjologię wyspy.

Po ósme nie obejdę się bez wielkiego wodoodpornego notesu z ołówkiem w komplecie, w którym będę zapisywać wszystko, co przyjdzie mi do głowy i co przeżyję podczas pobytu na wyspie, żeby kompletnie nic nie umknęło z tej przygody!

Po dziewiąte właściwym jest zabranie również elektronicznego monitora aktywności, w formie zegarka, który nie tylko pokazywać mi będzie ile kroków przeszłam, ile kalorii spaliłam, ile kilometrów pokonałam, ale również zmierzy aktywność mojego serca, zapewne obciążonego codziennymi wędrówkami, wielkimi emocjami oraz egzotycznym klimatem.

I wreszcie po dziesiąte zabieram ze sobą może nie przedmiot, ale istotkę – mojego futrzanego stwora, kota himalajskiego Madame, która nie tylko dotrzyma mi dzielnie towarzystwa, swym instynktem ostrzegać będzie o niebezpieczeństwie (uciekając jako pierwsza), ale przede wszystkim, jak to kot, będzie doskonałym radarem zwiastującym trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, dającym hasło do szybkiego odwrotu z wyspy.

ZOFIA GRADEK:

Ja wybrałabym się na wyspę z milionem pingwinów i dziesięcioma zatopionymi wrakami statków.
Zabrałabym na nią:

(1) Książkę Levicka Antarctic Penguins, jako przewodnik i inspirację.
(2) Pingwini strój kamuflujący- żeby móc niepostrzeżenie podglądać mieszkańców wyspy.
Stój płetwonurka (3) żeby zbadać podwodne pingwinie zwyczaje a przy okazji sprawdzić jaki jest stosunek pingwinów do zatopionych wraków i czy statki nie kryją jakiejś tajemnicy i ciekawej historii.i butlę tlenową (4), bo pod woda bez tlenu ani rusz.
Worek z kolorowymi i błyszczącymi kamykami (5), bo a nuż moje pingwiny będą miały tę samą słabość, co łase na świecidełka, pingwiny Adeli.
Wodoodporny aparat fotograficzny (6) – żeby wzbogacić książkę o fotograficzną dokumentację.
Notes (7) – na wszelkie notatki i szkice. Ołówek (8) bo pisać czymś trzeba a długopis mógłby zamarznąć jeśli wyspa ma surowy klimat. Temperówkę (9) bo ołówki maja tendencję do łamania się.
Krzesiwo (10) – bo ogień od najdawniejszych czasów towarzyszy człowiekowi.

adobephotoshopexpress_2016_12_04_13_09_19

WYGRYWA MARTA ORLIŃSKA, KTÓRA ZAUROCZYŁA MNIE TOTALNIE <3

Wyspa, na której wszystkie zwierzęta widzą na czarno-biało.

Co robisz w poniedziałkowy poranek? Czy tak jak ja sięgasz po kawę? Ślepo wierzę, że pozwoli nam przetrwać – twój dzień w pracy i moją noc na wyspie (tu gdzie jestem, z przyczyn fizjologicznych życie zaczyna się po zmierzchu)

Czy czujesz jej zapach? Ja nie. Neutralizator skutecznie go niweluje  (na wyspie drapieżniki kompensują słaby wzrok ponadprzeciętnym zmysłem węchu).

Zapewne bierzesz prysznic, a ja nurkuję w oceanie. Nikt nas nie widzi. Otulasz się ręcznikiem, a ja polem elektromagnetycznym – Shark shield jest moją peleryną niewidką (rekiny nie posiadają zdolności rozpoznawania barw, za to całkiem nieźle radzą sobie z aktywnością bioelektryczną).

Chwytamy za książkę Murakamiego przeklinając w duchu, że Komitet Noblowski wciąż nie docenił jego twórczości. Wyciągam przenośne urządzenie do EEG – czy doceni moje badania? Marzę o odkryciach obserwując  polskie godło (flaga na tej wyspie byłaby zbyt niejednoznaczna).

Widzimy się z ludźmi.  Szukamy wspólnej płaszczyzny. Mieszkańcy wyspy są dotknięci mutacją, więc przywiozłam ze sobą skrzypce, nuty oraz czarno-białe fotografie. Nasz zachwyt nad sztuką niczym się nie różni.

Czy wiesz, ze pręciki reagują na światło wytworzone nocą o natężeniu zaledwie dziesięciomilionowej części wata? (Odpowiada to światłu jednej zapałki w absolutnie ciemną noc w odległości 80 km).  Palę ją czasem zastanawiając się dlaczego realizm magiczny narodził się gdzieś o wiele dalej, a nie tu – na wyspie, gdzie wszystkie zwierzęta widzą na czarno-biało.

GRATULUJĘ! 🙂

legolas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *