„Oczyszczenie” z niepotrzebnej fabuły na rzecz tajemniczości – Andrew Miller i paryskie Niewiniątka

– Budynki składają się głównie z powietrza – poucza go inżynier cytując wielkiego Perroneta. – Z powietrza i pustej przestrzeni. I nie ma na świecie takiej rzeczy, której nie dałoby się rozebrać na części. mając wystarczająco dużo ludzi, można by przez tydzień obrócić pałac wersalski w kupę gruzu.

 

Paryski rok 1785 wkracza w fazę jesieni. Po upalnym lecie i wobec nieznośnej pogody dzielnica Hal cuchnie nie do zniesienia. Dawno zamknięty na cztery spusty cmentarz Niewiniątek jest siedliskiem zarazków, chorób, wszechobecnego brudu i… zabobonnych tajemnic. Ziemia oddaje złożone w niej wcześniej ciała, zatruwając wodę, powietrze i życie okolicznym mieszkańcom. Nawet zapach ich potu i oddechu nie jest taki jak dawniej. Król przedrewolucyjnego Paryża, Ludwik XVI, rozkazuje więc cmentarz zniszczyć, zmieść z powierzchni ziemi i sprawić, by jego dotychczasowi mieszkańcy zniknęli w czeluściach jednego z francuskich kamieniołomów. Wykonania zadania podejmuje się Jean-Baptiste Baratte, niespełna trzydziestoletni inżynier, któremu pomogą znajomi paryżanie i grupa trzydziestu górników. Tak więc tym, co porabia świat i do czego się szykuje, zajmie się później; historia musi jeszcze na małą chwilkę dać Niewiniątkom pierwszeństwo. Po otwarciu bram cmentarza zaczynają się dziać rzeczy dziwne – może nie nadprzyrodzone, ale co najmniej dwuznaczne. Zaciera się granica między pomocą a zbrodnią, miłością a nienawiścią, człowieczeństwem a zwierzęcością. A to, jak wiemy, otwiera losowi drogę do płatania historycznych figli…

Oczyszczenie Andrew Millera to liryczny zapis ostatniego roku istnienia w Paryżu cmentarza Niewiniątek, działającego jeszcze od czasów średniowiecza. Klimatyczna fikcja literacka przeplata się z rzetelnymi źródłowymi relacjami, które w tajemniczości i nieokreśloności nie ustępują fikcji. Opowieść Millera rodzi się gdzieś między bardzo późną a bardzo wczesną porą, w jakimś głębokim, wyłożonym aksamitem zakamarku zimowej nocy. I płynie przez stron niespełna 400, potęgując tylko niemal fizyczne odczucia czytelnika.

Autor buduje napięcie za pomocą środków, których nie powstydziliby się XIX-wieczni twórcy powieści grozy – sugestywnych opisów miejsc (pałac jest grą), czasu teraźniejszego w niemal każdym zdaniu, giętkiego, bardzo literackiego języka o pewnym odcieniu brytyjskości, tajemnicy ukrytej za każdą postacią i każdym wydarzeniem, którą niekoniecznie trzeba wyjaśniać. Całość w klimatycznym wydaniu i z niezwykle trafnymi cytatami, stanowiącymi motta do czterech części powieści. Oczyszczenie to właściwie aromatyzowane trociny – znacznie większe niż fabuła znaczenie ma tu klimat, nieoznaczoność, opowieść.

Nie chcecie poczuć smrodu przedrewolucyjnego Paryża, nie chcecie żyć w czasach, kiedy powoli własność staje się znacznie giętszym pojęciem, nie chcecie doświadczyć likwidacji wielowiekowego cmentarza. Mimo to, na kilka ciemnych godzin proza Millera zabierze was właśnie tam. I będziecie wtedy jak ten bohater, który…

zastanawia się, jak dalece życie człowieka jest fabułą, którą on sam sobie opowiada, obsadzając siebie w roli głównej. Nasuwa mu się pytanie, ile z własnej fabuły utracił. I czy ma to jakiekolwiek znaczenie.

Andrew Miller
Znak Literanova
Liczba stron: 363

Ocena: 5/6