O tym, jak Amerykanie pojmują słuszność spraw na podstawie nowej książki Diane Chamberlain

Czasem wychodzenie poza linię kosztuje. Tylko trzeba się zastanowić, czy jest tego warte.

Muszę przyznać, że nie przepadam za literaturą tworzoną przez kobiety z myślą o kobietach. Szczególnie, jeśli jest to literatura amerykańska. Znaczna większość moich ulubionych twórców to mężczyźni, a ja z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić (zapewne narażając się wielu), że zdecydowanie wolę “męskie” pióro, jeśli w ogóle istnieje taka kategoria. Przemawiają do mnie natomiast pozycje omawiające ważne problemy społeczne na przykładzie małej społeczności, dlatego sięgnęłam po W słusznej sprawie – nową książkę Diane Chamberlain, wydaną w cyklu Kobiety to Czytają.

Program Sterylizacji Eugenicznej wprowadzono w Karolinie Północnej pod koniec lat 20-tych XX wieku i realizowano do połowy lat 70-tych. W założeniach oczyszczenia rasy oraz w imię dobra publicznego, Liga Ulepszania Ludzkości wysterylizowała ponad siedem tysięcy obywateli, kobiet i mężczyzn, przebywających pod opieką opieki społecznej, chorych na epilepsję, upośledzonych umysłowo lub niepełnosprawnych ruchowo.

Dwie główne bohaterki. Dwa środowiska. Jedna historia. Obydwie dotknięte skutkami działań władz stanowych, choć każda na swój sposób – pierwsza, 15-letnia Ivy, wychowująca się na plantacji tytoniu, zostaje zakwalifikowana do wykonania zabiegu sterylizacji. Druga, Jane, zaledwie 7 lat starsza, jako pracownik socjalny, wbrew swojej woli ma zajmować się wdrażaniem programu. Co istotne, rzecz dzieje się na początku lat 60-tych, kiedy ideałem życia kobiety jest charytatywna praca w Lidze Pań, bycie piękną i pachnącą u boku poważanego przez społeczność męża i czekanie na niego z obiadem w idealnym białym domku, stojącym w szeregu tysiąca identycznych. Takie życie i takie ideały przywodzą mi na myśl piosenkę Malviny Reynolds – Little boxes (https://www.youtube.com/watch?v=2_2lGkEU4Xs). W tych warunkach niezwykle ciężkie jest życie kobiety, która chce coś zmienić, która nie zgadza się na zastany układ. Nie żadnej feministki, ale raczej kogoś, kto nie dał się zapakować do pudełka z określonym napisem. I tak w skrócie można opisać, dramatyczną jakby nie było, historię ukazaną przez Chamberlain.

Autorka była niewątpliwie bardzo dobrze przygotowana źródłowo do napisania W słusznej sprawie. Prześledziła historie ofiar Programu Sterylizacji Eugenicznej w Karolinie Północnej, zapoznała się z warunkami plantacji tytoniu na obszarze tego stanu, przeczytała wiele książek i artykułów na temat eugeniki, rozmawiała z psychologami i pracownikami opieki społecznej. Jej wysiłki widać niemal na każdej stronie książki, co jest jej niewątpliwą zaletą. Jest nią także kreacja portretów psychologicznych bohaterów (nie tylko bohaterek), szczególnie uzależnienia od konwenansów (i bogatego, przystojnego męża, który, rzecz jasna, z racji majątku i urody, musi mieć we wszystkim rację). Styl autorki (jak podkreślałam już w związku z recenzjami jej Zatoki o północy i Tajemnicy Noelle) nadal mnie nie zachwyca, ale opowiedziana przez nią historia jest niewątpliwie poruszająca. Szczególnie wątek tajemniczej szafy, o którym nic więcej nie powiem – niech będzie zachętą do sięgnięcia po książkę.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że wyciągamy wnioski z przeszłości. Że Hitler, eugenika, czy Liga Ulepszania Czystości nie przybiorą innych form i nie wrócą do współczesnej rzeczywistości. Że ludzie nie będą już mieć takich pomysłów. Choćby w słusznej sprawie.

 
 
 
Pod poniższym linkiem znajdziecie ponad dwugodzinną relację z przesłuchania ofiar programu eugenicznego (2011):  http://www.wral.com/news/video/9755940/#/vid975940

 

Diane Chamberlain
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456

Ocena: 4,5/6

4 thoughts on “O tym, jak Amerykanie pojmują słuszność spraw na podstawie nowej książki Diane Chamberlain

  • Pozycja jest bardzo ciekawa tematycznie. Ja, podobnie jak Ty, również preferuję męskie pióro (wydaje mi się, że można mówić o takiej kategorii), a po opowieści kobiet dla kobiet raczej nie sięgam, bo zwykle mnie tylko niepotrzebnie irytują. Lubię, gdy autor jest dobrze przygotowany do napisania powieści, ale wiedza merytoryczna to nie wszystko – skoro piszesz, że styl autorki nadal pozostawia wiele do życzenia, to znaczy, że przed nią jeszcze dłuuuuuga droga.

    • Wiesz, mam wrażenie, że dla niej może być już za późno, bo z tego, co pamiętam, napisała już kilkanaście powieści :) Z resztą, może w pewnym stopniu jest to kwestia tłumaczenia ('Nie wiem gdzie ręce włożyć', zamiast 'w co').
      Ale poznawczo książka jest niewątpliwie godna uwagi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *