O stylu pisarskim, nostalgii literackiej i tajemniczej Japonii, czyli “Przygoda z owcą”

 

Świat żyje niezależnie ode mnie. Niezależnie ode mnie ludzie przechodzą przez ulicę, temperują ołówki, przemieszczają się z zachodu na wschód z szybkością pięćdziesięciu metrów na sekundę i grają w kawiarniach wypolerowaną prawie do nicości muzykę. Świat – to słowo zawsze kojarzy mi się z olbrzymią platformą ze wszystkich sił podtrzymywaną przez żółwia i słonia. Żółw nie rozumie, jaką rolę pełni słoń, a słoń nie rozumie, jaką rolę pełni żółw, zaś ani jeden, ani drugi nie rozumieją świata.

 

Powodowana nostalgicznym nastrojem po lekturze nowego-starego Murakamiego Słuchaj pieśni wiatru i Flipper roku 1973, postanowiłam wrócić do Trylogii tudzież Tetralogii Szczura i jej kolejnej (chronologicznie) odsłony – Przygody z owcą.

Trzydziestoletni bohater, prowadzący ze wspólnikiem firmę tłumaczeniową, podejmuje się intratnego zlecenia, polegającego na odnalezieniu pewnej szczególnej owcy, której zdjęcie znalazło się na jednym z wykonywanych przez firmę prospektów. Mówiąc szczerze – nie ma wyboru. Wyrusza w podróż na Hokkaido, ale tez do własnej przeszłości, swojej, i znanego z wcześniejszych książek Szczura – dawnego przyjaciela. Poznaje Dziewczynę, modelkę uszu, równie tajemniczego, co potężnego Szefa i jego wysłanników, którzy zlecają mu zadanie, Owczego Profesora, Szofera, który twierdzi, że posiada numer telefonu Boga, wreszcie Człowieka-Owcę. Rozumiem, że brzmi to mało prawdopodobnie i jestem przekonana, że po takim opisie, nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie to, że zrobiłam to już dawno. Ja jednak Murakamiemu wierzę – choćby owce mieszkały w ludziach, choćby do Boga można było zadzwonić, choćby istniał zawód modelki uszu, a istnienie świata zależało od żółwia i słonia… Bo w pozostałych kwestiach, Murakami mówi to, co i ja chciałabym wyrazić, ale brak mi umiejętności.

Poranny blask rozkłada wszystko na czynniki pierwsze.
 ***
Prawdziwe dzisiaj to październik siedemdziesiątego ósmego. Jednak jeśli ktoś pisze historię jakiegoś miasta, to zwykle na końcu musi umieścić “dzisiaj”. Nawet jeśli dzisiaj od razu przestaje być dzisiaj, to nikt nie może zaprzeczyć, że dzisiaj jest dzisiaj, A jeśli dzisiaj nie byłoby dzisiaj, to historia nie byłaby historią.
***
Nie ma nic bardziej nieprzyjemnego od obudzenia się w ciemności. Wydaje się wtedy, że trzeba wszystko robić od początku. Zaraz po obudzeniu ma człowiek wrażenie, że żyje życiem kogoś innego. Zanim życie to nałoży się na własne życie, mija dłuższa chwila. To bardzo dziwne uczucie patrzeć na swoje własne życie jak na życie kogoś innego. Wydaje się nawet niemożliwe, że ktoś taki w ogóle istnieje. (…) Znowu usiałem na kanapie i siedząc pośród ciemności i ciszy po trochu zbierałem swoje życie. Nic specjalnego nie udało mi się zebrać, ale przynajmniej  było to moje własne życie. (…) Nie umiem wytłumaczyć, że ja to ja, a przy tym to pewnie i tak nikogo nie interesuje.

Poza wyrażaniem w prosty, ale dobitny sposób rzeczy, o których niby każdy z nas wie, ale nie potrafi wyrazić, podstawową zaletą prozy Murakamiego jest jej styl, styl będący jednocześnie prostotą. Czytam dużo, ale niewielu pisarzy posiana styl nieprzeźroczysty, rozpoznawalny po każdej próbce, niemal każdym zdaniu. Większość autorów może pisać pięknym językiem, pleść piękne historie, ale każda ich książka w formie będzie inna (równie dobrze można by przypisać ją innemu twórcy), książki Murakamiego będą zaś różniły się treścią. Forma jest rozpoznawalna – krótkie, dobitne zdania, które łatwo przełożyć na język angielski (i które czasem przypominają pisany w pierwszej osobie scenariusz), pewne niezmienne motywy (uszy, koty, studnie…), sugestywne opisy przygotowywania jedzenia, niezwykłość rzeczywistości zwykłych bohaterów, brak imion, pogranicze absurdu, magii i codzienności, wreszcie specyficzne poczucie humoru (Większość gitarzystów nie zmywa naczyń. Jeśli skaleczą się w palec tracą sens istnienia). Zgadzam się, że to wszystko może być traktowane jako wada lub zaleta prozy Murakamiego.

Ja jednak mam wrażenie, że to dla mnie autor tworzy świat, w który wnikam, wsiąkam, który chłonę.

 
 
 
 
 
Haruki Murakami
Wydawnictwo Wilga 1995 (lub MUZA SA 2013)
Liczba stron: 253 (320)
 
Ocena: 6/6
 
 
 

3 thoughts on “O stylu pisarskim, nostalgii literackiej i tajemniczej Japonii, czyli “Przygoda z owcą”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *