Nie zawsze dobrze być krukiem, szczególnie białym, czyli dylematy lekarsko-etyczne po norwesku

W chirurgii (…) nie było za czym się schować. Było się samemu z pacjentem. Jako operator ponosił pełną odpowiedzialność. Słyszał o chirurgach, których z tego powodu ogarniał lęk przed operowaniem. Rozumiał ich. Poczucie odpowiedzialności bywało przytłaczające, zwłaszcza jeśli miało się do czynienia z tak chorymi pacjentami, jak w neurochirurgii. Stąd kompleks Boga, stąd żarty. Jaka jest różnica między Bogiem a neurochirurgiem? Bóg nie wierzy, że jest neurochirurgiem. Albo, jak zwykł mawiać Irgens: Bóg nie jest neurochirurgiem.

 

Troje młodych neurochirurgów, trzy sposoby na drogę na szczyt profesjonalnej kariery, trzy podejścia do życia, prywatności i medycyny. Ale Bóg jest jeden i jedno stałe miejsce na oddziale neurochirurgii. Żeby dostać upragnioną posadę, trzeba wykazać się umiejętnościami szanującego się białego kruka – być jedynym w swoim rodzaju, posiadać niespotykane talenty i zdolność przetrwania – na drodze choćby po trupach, ale zawsze w białych rękawiczkach. Mathias dobrze radzi sobie podczas operacji, ma do tego smykałkę i odpowiednie umiejętności. Thea osiąga sukcesy na polu badawczym, ale nie ma odpowiedniego doświadczenia praktycznego, jest w dodatku kobietą. Werner z kolei ma ważne w środowisku znajomości, ale ogromne problemy osobiste. Wszyscy troje wiedzą, jaki mięsień jest najważniejszy w pracy chirurga, ale wiedzą też, że żeby osiągnąć sukces, muszą się wzajemnie zadziobać. Nie zdejmując lekarskiego kitla.

Od Christera Mjåseta otrzymujemy olbrzymią dawkę emocji, ale i lekcję człowieczeństwa. To przecież takie ludzkie sądzić, że cel uświęca środki, a celem szczytnym jest tylko nasz własny. Czy jest gdzieś granica etyki, czy istnieje granica absurdu? Fałszowanie badań, przekupstwa, seks za określone korzyści, donosy i kradzieże – to tylko niektóre symptomy choroby środowiska, pewnie zresztą nie tylko tego środowiska. A przecież jak głosi łacińskie przysłowie – medice, cura te ipsum. Sami jednak nie są w stanie się wyleczyć, bo z tyłu głowy wciąż pozostaje ten “szczytny” cel, a na drabinie kariery, jak nigdzie indziej, liczy się kolejność dziobania (sic!).

Problem w tym, że już wiem, czego chcę, i nie mogę tego dostać, więc wszystko inne staje się porażką. Rozumiesz, co mam na myśli?

Bohaterowie CHCĄ i to jest najważniejsze. Kariera, dom w dobrej dzielnicy, dziecko, którym zajmie się ktoś inny, żona i kochanka naraz? Czemu nie, skoro jest się Bogiem, a wykonywana profesja religią. Raz chirurg, na zawsze chirurg. Raz człowiek, na zawsze człowiek. I kruk.

Białe kruki to niejako literatura faktu. Obnaża mechanizmy, którymi rządzą się środowiska powszechnie uważane za te “z wyższej półki”. Tym bardziej warto zwrócić na to uwagę, że autor jest jednym z trybików tego światka, neurochirurgiem, który obserwował rzecz z bliska, pozostaje mieć nadzieję, że jednak z odpowiedniej perspektywy. To nieprzyjemny, bolesny, ale i chłodny obraz szpitalnej rzeczywistości. Jest w nim też coś skandynawskiego, surowego i niepokojącego. Tajemnica poliszynela odkrywana krok po kroku z precyzją cięć chirurga. Chirurgiczne są także podziały rozdziałów. Dokładnie w momencie, w którym czytelnik zaczyna zadawać sobie odpowiednie pytania, historia urywa się i przenosi do innego miejsca. Siła opowieści nie tkwi jednak w wielowątkowości, ale w prostocie i precyzji – języka, wydarzeń, zakończenia. Nie w przewidywalności, ale prostocie, której tak brakuje współczesnej literaturze, a która jest jak odcisk linii papilarnych Christera Mjåseta – neurochirurga? pisarza? człowieka?

Jako chirurg musisz liczyć się z tym, że od czasu do czasu będziesz popełniać błędy. Balansujesz na cienkiej, cienkiej linie i łatwo możesz wyrządzić krzywdę innemu człowiekowi, zamiast mu pomóc. I uwierz mi, że prędzej czy później komuś zaszkodzisz. Wszystkich to czeka. Każdy neurochirurg ma swój mały cmentarz. Dlatego cały czas należy być szczerym wobec samego siebie, od pierwszego dnia, kiedy przystępujesz do pracy w zawodzie, a także w codziennym życiu. Dzięki temu staniesz się nie tylko lepszym człowiekiem, ale to co jeszcze ważniejsze – lepszym chirurgiem.

białe+kruki

Niniejsza recenzja została zainspirowana nie tylko lekturą Białych kruków, ale także rozmową, jaką miałam przyjemność przeprowadzić z autorem. Niebawem transkrypcja dużej części wywiadu zostanie udostępniona w Kronice, potem zaś zaproszę Was na konkurs, w którym nagrodą będzie podpisany przez autora egzemplarz książki.

Christer Mjåset
Smak słowa
Liczba stron: 377

Ocena: 5,5/6

6 thoughts on “Nie zawsze dobrze być krukiem, szczególnie białym, czyli dylematy lekarsko-etyczne po norwesku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *