“Nie oddam dzieci”, czyli dlaczego nie zapuszczam się w niektóre rejony literatury

Stało się. Zostałam wmanewrowana w lekturę i recenzję powieści obyczajowej popularnej i poczytnej autorki Katarzyny Michalak. Tę wątpliwą przyjemność zawdzięczam dwóm uroczym panom, mistrzom blogosfery tramwajowemu Jankowi i Piotrowi, Zacofanemu w lekturze, którzy oferowali swą pomoc w szukaniu 1000. facebookowego fana w zamian za moją recenzję dowolnej książki Autorkasi. Słowo się rzekło, książka się znalazła, a ja kreślę te słowa. Miałam plan. Chciałam przeczytać „Nie oddam dzieci” z otwartą głową (nie licząc oczywiście na rewelacje, ale jednak) i wypunktować błędy, nieścisłości, niezręczności literackie. Ale plan legł w gruzach. Musiałabym bowiem przepisać pół książki i stracić mnóstwo czasu, którego ta lektura zupełnie nie jest warta. Oto, proszę Państwa, ideał (w tym przypadku literatura) sięgnął bruku (w tym przypadku ubłoconego i wyboistego niczym XIX-wieczne kocie łby). Będzie więc krótko, zwięźle (chyba) i na temat. Bez owijania w bawełnę. Ale do rzeczy (i od rzeczy). Nie będę silić się na recenzję, szkoda czasu. Będę punktować.

1. Rzecz (uwaga, spoilery) dotyczy młodego lekarza, chirurga-celebryty, żonatego od lat kilkunastu, obdarowanego hojnie przez los dziećmi w liczbie trojga i czwartym w drodze. Rzeczony doktorek traci w wypadku samochodowym żonę oraz najmłodszego synka, ratownicy natomiast cudem (podczas 30-sekundowej cesarki) ratują nienarodzone maleństwo dokładnie w czasie, kiedy niczego nieświadomy główny bohater (o dźwięcznym imieniu Michał, dodajmy) ratuje naćpanego sprawcę wypadku, bo niczym rycerz na białym koniu „rusza w bój ze śmiercią” (sorry, taki mamy cytat). Niedługo później świat mu się wali i rozsypuje (jakieś 17 razy), zapomina o noworodku (4 razy), pije na umór (niezliczoną ilość razy), tłucze teściową na stypie (na szczęście tylko raz), przypomina sobie o synu, by go potem ze złości próbować poddusić (też raz), a następnie wygrywa sprawę w sądzie o opiekę nad tytułowymi dziećmi. W tak zwanym międzyczasie zakochuje się w swojej asystentce, a potem żyją długo i szczęśliwie, bo sprawiedliwość (prawo jakby mniej) dosięga wszystkich złoczyńców, a ofiary nagradza. Amen. Ogólnie rzecz biorąc, głębia gołębia na ile odbytu starcza, tyle narobi.

2. Katarzyna Michalak nie posiada żadnego literackiego polotu. Prolog do „Nie oddam dzieci” jest infantylny niczym wypracowanie 9-latki i stanowi raczej streszczenie życia niż faktyczny wstęp do wydarzeń. Bohaterowie są wprowadzani do fabuły z podobnym wdziękiem, co ci z wypracowań 6-klasistów.

3. Styl Autorkasi jest toporny, pompatyczny i zmanierowany. Mam wrażenie, że pisarka (?) nie zdążyła podczas procesu twórczego (?) złapać oddechu, rozprostować kości ani przemyśleć sprawy. Przewalcowała tę powieść jak XIX-wieczny parowóz taranując poczucie estetyki i wszelkie zasady wartościowej literatury i dobrego smaku. W dodatku wiecznie wyprzedza fakty. Taką (chyba) przyjęła konwencję i to by nawet mogło mieć sens, gdyby tylko nie było aż tak sztuczne. Ile bowiem razy można trawić zdanie „Gdyby tylko wiedział, że za 32 minuty…”

4. Interpunkcja żyje tu własnym życiem (nie żeby była bardzo niepoprawna, ale…), wielokropkoza i egzaltowane eksklamacje nie mają końca. Nie ma wykrzykników bez znaków zapytania, nie ma znaków zapytania bez wykrzykników, nie ma wreszcie akapitów bez wielokropka zawieszającego narrację w momentach najmniej do tego odpowiednich.

5. Bohaterowie są płascy jak niedokończone kolorowanki, stereotypowi jak podręcznik wychowania patriotycznego i karykaturalni jak… jak to u Michalak podobno. Mamy tu 13-latkę, która na zmianę zachowuje się jak trzeźwo myśląca dorosła, a za 2 minuty jak bezbronna 5-latka. Mamy prawniczkę o ciętym języku, która z brawurą rodem z amerykańskich seriali wygrywa sprawę, którą dostała dwie godziny wcześniej. Mamy lekarzy, którzy wyciągają dziecko z brzucha martwej kobiety zanim zdążą powiedzieć słowo „cesarka”, a dwie godziny później tłumaczą sobie oczywistości typu: „Jeśli nie wiesz, co zrobić, podaj krew 0Rh-, ponieważ tę można przetoczyć każdemu” (Rili? Moi gimnazjaliści nie potrzebowaliby tego wyjaśniać aż tak łopatologicznie!). Mamy wreszcie wcześniaka z początku 8. miesiąca, który jest przez kilka dni (!!!) w inkubatorze „tylko profilaktycznie”. Borze Tucholski, widzisz i nie grzmisz!

6. Językowo i stylistycznie jest nie mniej karykaturalnie. Na początek pełno niespójności ona wyrzuca mu wszystko w coraz częstszych kłótniach, zdanie dalej zaś wiecznie milczy na ten temat. Zaraz potem on „rozpala ją, jak nikt inny”, ale jest jej „pierwszym i jedynym kochankiem”. Mamy też zgrabne podstawówkowe kłótnie („srady, nie obsady”) oraz równie zgrabne kolokwializmy typu „strasznie nie lubiła” (w narracji, nie dialogach). Znajdziemy również urocze „pieprzonko”, „lachony”, „duporżnięcie”, „chujki” oraz „pizdeczki” (bardzo przepraszam, ale co ja mogę?). A na deser crème de la crème − „wracając do ad remu”. Kurtyna, oklaski, bisy.

7. Autorkasi pomieszały się też narracje. Kiedy pisze o rodzinie Sokołowskich sili się na erudycję, a jest żałośnie pompatyczna; kiedy zaś pisze o sprawcach wypadku, próbuje być wulgarna i niefrasobliwa, a staje się żałośnie zabawna. Szanowna Pani Katarzyno (serdeczności z okazji imienin), tego nie robi się narratorowi trzecioosobowemu wszechwiedzącemu. To bardziej niż podstawowa wiedza o literaturze. Jak dobrze, że „Nie oddam dzieci” właściwie na to miano nie zasługuje. Nie trzeba zatem trzymać się zasad.

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla nikogo.

Kto powinien omijać: wszyscy.

FullSizeRender(5)

Katarzyna Michalak

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: szkoda czasu na sprawdzanie

Ocena: 0/5

 

50 thoughts on ““Nie oddam dzieci”, czyli dlaczego nie zapuszczam się w niektóre rejony literatury

  • Ale się uśmiałam! Fantastyczna recenzja 😀 Czytaj takie gnioty częściej i pisz, sprawisz ludzkości dużo radości 😀 ” na ile odbytu starcza, tyle narobi” <3 kradnę i włączam na stałe mojego słownika 😀 !!

  • Ściskam, przytulam, w razie czego służę pocieszeniem, kozetką, butelką czegoś mocniejszego. Nie martw się. Otrząśniesz się, zapomnisz. Sto razy się zastanowisz zanim głośno przyznasz, że chciałabyś jakąś okrągłą liczbę fanów na Facebooku… 😀

  • Książek Katarzyny Michalak nie czytałam (i raczej nie miałam w planach), natomiast Twoją recenzję, co muszę przyznać, przeczytałam z niemałą przyjemnością :-) Ty to dopiero potrafisz! 😉
    Pozdrawiam i dobrej nocy życzę.

  • Dla mnie to dobre wypunktowanie. Muszę przyznać, że ileś lat temu przeczytałam Kroniki Ferrinu i wtedy były ok, teraz po latach przeczytałam drugi raz i nie wiem jak mogło mi się to wtedy podobać. Może to wiek i niewiedza. Zaczęłam Bezdomną i po kilku kartkach odłożyłam – nigdy więcej ! Pozdrawiam ciepło

    • Pewnie ma to coś wspólnego z “ćwiczeniem się w czytaniu” :)
      Nikt z nas przecież, zanim na dobre nie zacznie przygody z czytaniem, nie potrafi odróżniać lepszej literatury :)

    • Ja myślę, że znajdzie się sporo perełek. Ale to też i nie moja bajka 😉
      Z drugiej strony przerobiono już w dyskusjach chyba wszystko o tym, że coś takiego, jak “literatura kobieca” nie istnieje 😉
      Ja np. myślę, że istnieje, ale trochę trudno wytyczyć jej ramy.

    • Tak sobie myślę, że o gustach się nie dyskutuje, ale chyba są jednak książki obiektywnie złe…

  • W kwestii formalnej – to NIE jest powieść obyczajowa. Bardzo proszę nie stawiać tego na półkę z powieścią obyczajową. To nie jest także literatura popularna – stawianie tego na tę półkę robi wielką krzywdę dobrej i wartej czytania literaturze popularnej. Odsyłam choćby do tegorocznych laureatek festiwalu “Pióro i Pazur” – tak wygląda dobra literatura obyczajowa i dobra literatura popularna.

    • Dzięki dyskusji na FB faktycznie zmieniłam tytuł recenzji, do którego być może Pani nawiązuje. Owszem, zaliczyłam ją do literatury obyczajowej (jak chce sama autorka), ale absolutnie nie była moim zamiarem generalizacja. Natomiast nie napisałam, że jest to literatura popularna – to określenie dotyczyło autorki i nie miało jej klasyfikować, ale stwierdzać, że jest chętnie czytana. I zgadzam się, w odniesieniu do literatury promowanej przez Pióro i Pazur. Choć to nie mój typ, to różnica jest znaczna!

  • I jeszcze jedno – (znowu kwestia formalna) w narracji personalnej trzecioosobowej jak najbardziej można, a nawet trzeba różnicować język, aby był zgodny z POV bohatera, który jest narratorem. Co prawda w “Nie oddam dzieci” chyba nie ma narracji personalnej tylko narrator wszechwiedzący (tak podejrzewam z napotykanych tu i ówdzie fragmentów) ale tak czy siak trzecioosobowośc narracji nie implikuje formalnego języka :)

    • Racja, zgadza się. Chodziło mi o narratora trzecioosobobowego wszechwiedzącego. Już poprawiam, dziękuję!

  • Piękne! <3 W zasadzie tyle wystarczy za komentarz.

    Dopiszę jednak jeszcze, że niezmiernie bawi mnie, kiedy napiszę coś źle o wyżej wymienionej autorce. Zawsze odezwie się ktoś (najczęściej osobnik płci pięknej), kto zgani mnie, że może niektórym się podoba. Cóż… (wielokropek) Jeśli komuś się to podoba, to zdecydowanie powinien się udać do psychologa albo chociaż do księgarni prowadzonej z powołania i poddać się kuracji w postaci literatury ambitnej albo, jak sama zauważyłaś, przynajmniej literatury, bo wypocin pani Michalak literaturą nazwać nie można.

    • Hmm… No ja tak sobie myślę, że powinna być sprawiedliwość “każdemu według potrzeb”. Więc jeśli ktoś potrzebuje, to czemu nie? :)
      Ale ja już podziękuję. Mam inne kategorie, jeśli chodzi o ocenę jakości literatury 😉

  • Cóż, książka ta ma u mnie plusa, bo dzięki niej poznałem wyrażenie “głębia gołębia − na ile odbytu starcza, tyle narobi.” Dziękuję za nie pięknie, ale autorce bloga, nie książki.

  • Uważam, że Katarzyna Michalak po prostu ma swój styl – własny sposób postrzegania świata – niektórzy po prostu go nie rozumieją lub nie uznają takiego typu literatury.
    Uwielbiam ją czytać za to szybkie tempo akcji, właśnie karykaturalnie przerysowane postaci i za bajeczne rozwiązania.
    Rzadko spotykam się z ostrą krytyką amerykańskich pseudo-pisarek, natomiast naszą rodzimą (moim zdaniem zdolną) pisarkę krytykuje tak wiele osób i to aż tak zażarcie.
    Osobiście też uważam, że ,,Nie oddam dzieci” było pierwszą porażką mojej ulubionej pisarki, ale nie jest też aż tak źle, jak Ty to widzisz 😉
    Polecam ,,Sklepik z niespodzianką” albo całą serię kwiatową. Może dostrzeżesz wtedy jakieś plusy (oryginalny, niepowtarzalny talent) Katarzyny Michalak…

    • Dziękuję za tę opinię. Oczywiście, że zdania są podzielone, to jest piękno literatury! :)
      “Nie oddam dzieci” to mój czytelniczy eksperyment, więc przykro mi, ale nie sięgnę po wymienione. To po prostu nie mój typ ☺️
      PS Miałam nadzieję, że recenzja jest merytoryczna, nie zażarta 😉

  • Dzięki temu, że jesteś poza tematem “walka ze zuą literaturą” mogłaś podejść do tego kompletnie obiektywnie i Twój głos dopiero musi być straszny dla faneczek (bo autorKasia to nie rozróżnia krytyki konstruktywnej od złośliwej, dla niej to za każdym razem niesprawiedliwy hejt i w ogóle nie zrozumiałaś przesłania :D), choć obawy, że i tak nie dotrze, bo to przecież “takie życiowe” i w ogóle buldożer im po sercach przejechał..

    Uwielbiam Cię i planuję cytować 😀

    A jakbyś nie dotarła jeszcze to tu są piękne analizy tego cudnego tforu :D, cz. 1:

    http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2015/05/292-ja-jestem-prosze-pana-na-zakrecie.html

    • No właśnie, ten temat zupełnie mnie ominął, ale domyślam się, że to niezła dżungla 😀
      Lecę czytać!
      :*

  • Recenzja genialna! Aż mam ochotę sięgnąć specjalnie po to aby się przekonać, czy jest aż tak źle. Ale tego nie zrobię. Szkoda czasu na złą literaturę :)

  • Twoja recenzja (jeżeli można to tak nazwać) jest fantastyczna! Może ciężko będzie Ci w to uwierzyć, ale czytało mi się ją bardzo przyjemnie – nawet powiedziałabym, że z uśmiechem na ustach! Chociaż oczywiście łączę się w bólu i współczuję czasu zmarnowanego na tę książkę. Ja po nią nie sięgnę, chociaż nie znając “dorobku” Michalak, zgodziłam się na zrecenzowanie Sekretnika (mam nadzieję, że jednak do mnie nie trafi)…

  • Bardzo Państwa wszystkich przepraszam. WordPress przestał mnie informować o komentarzach i dopiero teraz mogłam je zaakceptować. Będę odpowiadać na bieżąco.
    Dziękuję za cierpliwość!

  • Nie czytałam żadnej książki Katarzyny Michalak.
    Słyszałam za to o jej książkach. Że dla kobiet, że czytadła. Patrzyłam na nie w księgarniach z lekką ironią. Nie mój gust, po prostu, myślałam sobie, ale nie wykluczałam, że kiedyś z ciekawości przejrzę. A potem, w “Chimerze” albo nawet może i jeszcze “Bluszczu”, pojawił się felieton Ignacego Karpowicza, w jakim zmiażdżył Katarzynę Michalak za “Bezdomną”. Pomyślałam sobie: o nie, wychodzi na to, że jednak nie muszę czytać, żeby wiedzieć, że to złe książki są i tyle.
    A dzisiaj nastąpił kolejny przełom. Zapoznawszy się z Twoim tekstem, pomyślałam sobie, że, kurczę, przeczytam. I że to nie będzie stracony czas. Bo nauczę się, jak nie pisać. I zyskam antyautorytet. Ale nie kupię, spokojnie. Nie będę przyklaskiwać fatalnym decyzjom Wydawnictwa Literackiego.
    Dzięki.
    Noworoczne pozdrowienia!

    • No cóż, niestety wysokość sprzedaży odzwierciedla gust naszego społeczeństwa. A szkoda, ale każdemu według potrzeb 😉
      A na czas lektury – powodzenia 😀

  • Drobna uwaga. Zanim zaczniemy krytykować warsztat innych warto zadbać o nienaganność własnego. W “bawełnę się owija”, a nie “obija”. Co do “Nie oddam dzieci” – pełna zgoda.

    • Uważam, że coś takiego jak nienaganny warsztat nie istnieje. Ale święta racja – popełniłam literówkę, poprawiłam, dziękuję za korektę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *