Mężczyźni bez kobiet – Haruki Murakami PRZEDPREMIEROWO

Pewnego dnia nagle stajesz się jednym z mężczyzn bez kobiety. Ten dzień przychodzi nieoczekiwanie bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnej wskazówki, bez przeczucia, złego znaku, nikt nawet nie zapukał ani znacząco nie chrząknął. Mijasz zakręt i orientujesz się, że już tam jesteś. Ale nie możesz się cofnąć. Gdy raz miniesz ten zakręt, to miejsce staje się twoim jedynym światem. I nazywany w nim jesteś jednym z ‚mężczyzn bez kobiety’. Bardzo chłodno i w liczbie mnogiej. (…) dla mężczyzn bez kobiety świat jest bezmiernym i bolesnym chaosem, ciemną stroną księżyca.

 

To prawie zupełnie jak w „Przygodzie z owcą”- „Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie”. A jednak bohaterowie nowego tomu opowiadań Murakamiego mają w sobie brak, zamiast obecności. A brak przecież nie jest dziurą, nie stanowi o tym, że czegoś jest mniej. Jest nadmiarem pustki. Brak jest raczej dodatkiem niż kwintesencją braku. Niejasne? Być może, ale przecież mowa tu o Murakamim!

„Mężczyźni bez kobiet” to zbiór siedmiu opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest dosłowna lub metaforyczna nieobecność kobiet z życiu bohaterów. Jak zwykle mamy tu znane z twórczości japońskiego autora motywy – postacie „everymanów”, czy jak kto woli „mr. nobody’ch”, bezimienne koty, bary i ich właścicieli, przygodne znajomości, ludzi (głównie rzecz jasna kobiet) znikających bez słowa, tajemniczych nieznajomych, którzy wiedzą za dużo, wreszcie miejsca nietypowe, jak choćby Muzeum Muzyki z Wind. Powody nieobecności kobiet są różne – winny może być przypadek, seks, nieporozumienie, a nawet… tłum marynarzy. Ale jest w tym wszystkim jakaś rozdzierająca samotność i świadomość braku. Nie ma natomiast, poza nielicznymi wyjątkami, tego, do czego pisarz czytelników już przyzwyczaił – magii. Nie tylko tej składowej realizmu magicznego, ale także tej podstawowej, literackiej.

Murakami nie jest mistrzem krótkich form, bo też nie jest mistrzem zakończeń, które prawie nigdy nie wieńczą dzieła. Można się do tego oczywiście przyzwyczaić, można też protestować. „Mężczyźni bez kobiet” to zbiór nieco nierówny. Znajdziemy tu niemal genialną wariację na temat „Przemiany” Kafki, ale znajdziemy też opowiadania, którym brakuje tej „iskry”. Ale może to tylko wrażenie lub nienasycony apetyt po świetnym zbiorze „Zniknięcie słonia”. Jak zwykle stoi za to na wysokości zadania bezbłędna Anna Zielińska-Elliott, tłumaczka Murakamiego. A jej tłumaczenie dialektu z Kansai jest chyba tak samo denerwujące, jak denerwujący miał być oryginał. To prawdziwy kunszt, już nie rzemiosło.

Cóż więcej powiedzieć… „Mężczyznom bez kobiet” brakuje może nieco zwyczajowej magii, ale nie brakuje „tajemniczej siły przekonywania, która przezwycięża logikę”.

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla zagorzałych miłośników japońskiego pisarza, którym nie straszne małe rysy na szkle i niespodziewane zmiany.

Kto powinien omijać: czytelnicy rozpoczynający swą przygodę z Murakamim oraz ci, których nie przekonywały już poprzednie zbiory opowiadań autora.

FullSizeRender(5)

 

Haruki Murakami

Wydawnictwo MUZA SA

Liczba stron: 315

Ocena: 4,5/6

10 thoughts on “Mężczyźni bez kobiet – Haruki Murakami PRZEDPREMIEROWO

  • O, ja jestem cały czas przed pierwszym spotkaniem z Murakamim. Przewija mi się w bibliotece, przewija mi się w Legimi i w końcu będę musiała się poddać i przeczytać coś 😉
    Skoro to odradzasz na start, to co byś poleciła? Od czego najlepiej zacząć?

    • Broń Boże od tego zbioru 😉 Na początku najlepszy będzie Murakami w wersji bardziej charakterystycznej – „Kafka nad morzem”, „Przygoda z owcą” lub boska „Kronika ptaka nakręcacza”. Niech Ci się przewinie i niech Ci służy 🙂
      A Murakamiemu w końcu życzmy dziś Nobla (i zakończenia złej passy bycia Leonardo DiCaprio literatury :))

  • Bardzo mnie cieszy nowy Murakami. Jak dla mnie jego twórczość to coś magicznego. Nie do końca rozumiem, ale jego sposób kreowania świata jest niesamowity! Dziękuję za tą informacje:)

    • W księgarniach od 21.10 🙂
      Ale niestety w tej niemal zupełnie pozbył się realizmu magicznego – ku mojej rozpaczy!

  • Murakamiego uwielbiam, ale musi przyjść na niego czas. Przeczytałem dwa tomy IQ84, a za trzeci jakoś nie mogę się zabrać. I to mimo tego, że dwa poprzednie mi się podobały.

    A co do zaczynania – ja polecałbym „Kafkę” albo „Norwegian Wood”.

Comments are closed.