Książki z lokalnego rynku

Na pewno znacie takie takie chińskie (!) przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”. No to żyjemy. I próbujemy robić, co w naszej mocy, by wyjść z sytuacji obronną ręką — czyli przy założeniu, że zachowamy zdrowie fizyczne wolne od korona- i innych wirusów, a w sytuacji przymusowej kwarantanny, także psychiczne. Mam nadzieję, że w ciagu najbliższych dni, a najpewniej nawet całych tygodni, uda mi się pokazać kilka sposobów na to, jak… nie zwariować 🙂 Ale najpierw…

… historia

Może pamiętacie, że pewnego dnia moja miłość do rejonów polarnych zaprowadziła mnie do lokalnego antykwariatu, siedliska dwóch starszych panów, mnóstwa roztoczy i prawdziwych literackich perełek. Właściciel tego przybytku już mnie zna i kiedy tylko mnie widzi, od razy wystawia drabinę pod polarny regał. To właśnie tam znalazłam pamiętniki mojego ukochanego Nansena, „Farthest North”, wydanie z 1898 roku. Niestety, mimo że książka spędziła w antykwariacie prawie trzy lata, ktoś sprzątnął mi ją sprzed nosa dokładnie tego samego dnia, którego zobaczyłam ją po raz pierwszy i przepadłam z kretesem. Koniec końców swój egzemplarz musiałam kupić na Ebayu, kilkadziesiąt złotych drożej niż w pierwotnej antykwariatowej cenie. Ale mam, kocham, przytulam często (choć najpierw musiałam zdezynfekować, potrzymać kilka tygodni w sodzie oczyszczonej i wywietrzyć ;)).

Jaki morał płynie z tej historii? Książki warto zdobywać (nie tylko nabywać) lokalnie. Zwłaszcza, jeśli nie interesują nas wyłącznie gorące nowości, ale propozycje starsze, czasem wartościowsze i wydane w niewielkich nakładach. A teraz, kiedy większość z nas ma nieco więcej czasu na czynności spoza listy codziennych priorytetów, może warto zastanowić się nad tym, jakie mamy opcje? I sporządzić listę zakupów (i zdobyczy) na czas, kiedy miłość (i czytanie) nie będą już w czasach zarazy? 

Dzisiejsze możliwości

Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że podstawowym lokalnym kanałem dostępu do literatury, szczególnie tej sprzed miesięcy i lat, są biblioteki. Wszystkie w Polsce mają teraz swoje strony internetowe, czasem konta na Facebooku, a na pewno katalogi online. Teraz jest chyba ten czas, kiedy warto je przejrzeć, może zrobić zamówienie (które odbierzemy, rzecz jasna, za jakiś czas). W większych miastach można przeglądać katalogi wszystkich dzielnicowych filii, do których obowiązuje jedna karta.

Inny sposób, to oczywiście kameralne księgarnie i antykwariaty – teraz oczywiście zamknięte, ale przecież niepozbawione stron internetowych i pracowników, którzy telefonicznie lub elektronicznie dadzą Wam znać, czy interesujące Was tytuły znajdują się w ofercie, a może nawet zarezerwują je do późniejszego odbioru. Jestem przekonana, że znajdują się tam perełki, o jakich nie mieliście pojęcia, a które czekają na odnalezienie. Listę niektórych księgarń kameralnych znajdziecie np. na stronie internetowej akcji Książki kupuję kameralnie.

Kolejna propozycja to rzecz względnie nowa, ale warta bliższego przyjrzenia się. Chodzi mi o lokalne portale, takie jak https://allegrolokalnie.pl/, służące do wymiany i sprzedaży zarówno nowych, jak i używanych książek. I dają one możliwości wtedy, gdy chcemy coś nabyć, ale także sprzedać. Może warto poświęcić kilka godzin przymusowej obecności w domu, by przeszukać własne półki i regały i wybrać lektury, których nie musimy już mieć i posłać je dalej, do osób, którzy mogą akurat teraz prowadzić szeroko zakrojone poszukiwania. W dodatku odpada nam kwestia przesyłek – wystarczy spotkać się na chwilę (kiedy to szaleństwo już się skończy) i przekazać przesyłkę. A może likwidujecie mieszkanie po babci czy cioci? A może ktoś inny odziedziczył biblioteczkę, o której wartości nie ma pojęcia? Nawet nie wiecie, jak wiele białych kruków mogą posiadać Wasi sąsiedzi!

Zalety

Zalet lokalnego kupowania książek jest co niemiara. Przy założeniu, że wreszcie będziemy mogli wyłazić z domu, to ogromna oszczędność czasu. Nie musicie czekać na przesyłkę, a po odbiór wybierzecie się piechotą, przy okazji innych sprawunków. Może się też okazać, że książki kupicie w okazyjnych cenach, bo ktoś (może Wy?) będzie chciał pozbyć się nietrafionego prezentu albo niechcianego spadku i w dodatku nie zapłacicie za wysłanie. W bibliotece natomiast nie zapłacicie w ogóle. Dzięki wybieraniu podobnych rozwiązań, wesprzecie też lokalny rynek i nawiążecie nowe kontakty.

Last but not least, argument koronny. Ekologia. Nie ma co mnożyć bytów i obserwować coraz intensywniejszego przyrostu warstwy kurzu na książkach, których już nie zamierzasz otworzyć. Nie ma też powodu, by po raz kolejny widywać całe kilogramy wartościowej literatury na śmietnikach, bo przecież ktoś na pewno chętnie je przygarnie. Nie ma wreszcie po co kupować każdej książki, która cię interesuje, jeśli prawdopodobnie możesz ją wypożyczyć.

Wreszcie argument humorystyczny — ci pracownicy lub użytkownicy tych miejsc, którzy mają teraz przymusowo dużo wolnego czasu, zyskają przynajmniej na chwilę zajęcie! 😉

A Ty? Masz czas? Wykorzystaj go. Zrób listę lektur, których potrzebujesz. Może takich w interesujących Cię gatunkach, może dawno niewznawiane wydania ulubionych autorów, a może znajdą się na niej książki, które pamiętasz z dzieciństwa, a które chciał(a)byś pokazać swoim dzieciom?

fot. Pixaby

WPIS SPONSOROWANY

3 thoughts on “Książki z lokalnego rynku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *