„Jeden z nas”, czyli Anders Breivik na spotkaniu klubu

FRAGMENT PROTOKOŁU ZE SPOTKANIA SABATU (CZAROWNIC)

Sabatowo, 19.02.2016

Przedwiośnie (czyli wciąż czas meteorologicznej dupy) nadal trwa, a nam zachciało się lektury iście zimowej — nie dość, że z dalekiej (no, prawie dalekiej) północy, to jeszcze mrożącej krew w żyłach… lektury reportażu Åsne Seierstad o sprawie Andersa Breivika pt. „Jeden z nas”. Kulinarnie może nie miałyśmy wielkiego polotu, ale książka raczej wbijała w fotel niż pozwalała rozwinąć skrzydła. Niemniej jednak było jak zwykle obficie, smacznie i tematycznie (po norwesku i na biało).

Jadłyśmy i piłyśmy bowiem:

  • zupę z łososia norweskiego z białym makaronem
  • pumpernikiel z boską pastą z makreli
  • ciasteczka owsiano-jabłkowe
  • białą czekoladę
  • Rafaello
  • rurki z kremem waniliowym (ostatnią zajadam podczas pisania tych słów)
  • prażynki naturalne i bekonowe
  • biszkopty z kremem śmietankowym
  • białe wino (a także wodę i herbatę, ale to standard)

DSC_0158

Merytorycznie jak zwykle również na bogato, a ustaliłyśmy, co następuje:

  • „Jeden z nas” to książka świetna, jedna z lepszych, jakie czytałyśmy w ostatnim czasie — co do tego byłyśmy zgodne.
  • Seierstad nie ustrzegła się jednak pewnych uproszczeń i nieco zbyt daleko idących metafor, chyba niepotrzebnych (vide: bijące serce procesu), ale większość z nas doceniła warsztat — ten reportaż trzyma w napięciu niczym najlepsza powieść!
  • Bardzo, ale to bardzo wzruszył nas fragment o rozdzwaniających się telefonach na opustoszałej po masakrze wyspie Utoya, na których wyświetlało się tylko słowo „Mama” (nawet teraz, kiedy to piszę, mam ciarki i mokre powieki).
  • Byłyśmy pod wrażeniem rzetelności autorki, oparcia wszelkich informacji na źródłach (Ola pokusiła się o sprawdzenie, czy aby nie dopisywała myśli osobom, których później nie mogła o nie zapytać).
  • Krytyka AUF i jej działań po masakrze, a także krytyka rządu również sprawia wrażenie konstruktywnej. Nasz podziw dla autorki wzmogło także wysupływanie wszystkich niefortunnych zbiegów okoliczności — ta historia powinna skończyć się zupełnie inaczej, wskazywały na to wszelkie znaki na niebie i ziemi. A jednak skończyła się tragicznie. Z powodu systemu i człowieka.

Nie obyło się także bez rozpraw o ciężkim losie nauczycielskiej braci po feriach, pingwinach antarktycznych, wysokich (ba, ogromnych!) klientach urzędów miasta i żywotności (czytaj: ilości myśli na sekundę) dwulatków <3

DSC_0160

Åsne Seierstad

Wydawnictwo W.A.B.

Liczba stron: 525

Ocena: 5,5/6

bonito

8 thoughts on “„Jeden z nas”, czyli Anders Breivik na spotkaniu klubu

  • Temat trudny, więc ważne, że tak konstruktywnie został potraktowany.

    A co do dwulatków – ostatnio przeczytałem gdzieś celne spostrzeżenie: dzieci w nocy nie śpią, one się ładują 😉

  • Odkąd przeczytałam u Michaela Bootha o Breiviku i jego ulubionym zapachu Chanel, to mnie ten człowiek bardziej przeraża, a jednocześnie intryguje, co w tej jego główce kazało mu zabić niewinnych ludzi. Rzucę się na „Jednego z nas” jak dzika bestia, kiedy mój stosik nieco opustoszeje.

    • Rzucisz się i nie będziesz żałować. Chanel? No wiesz, w końcu to „jeden z nich”. A może z nas?

  • Ta książka wciąż za mną chodzi. Już kilka razy wrzucałam ją do koszyka w księgarniach ebookowych, ale zawsze znajdowałam coś innego, wydawało mi się atrakcyjniejszego. Co jakiś czas natykam się na jej bardzo entuzjastyczne recenzje i wtedy nagle okazuje się, że gdy dochodzę do wniosku, iż jednak chcę ją mieć promocje na nią tajemniczo znikają.

    Tak też było dzisiaj po przeczytaniu zapisu Waszego spotkania. Ale jak to mówią, co się odwlecze to nie uciecze.

    Fragment o dzwoniących telefonach wywołał u mnie ciarki.

    • To jest tak wzruszająca scena, że kiedy mi o niej przypomniałaś, po raz kolejny miałam wilgotne oczy. 77 matek nigdy się nie dodzwoniło.
      Koniecznie przeczytaj tę książkę. Koniecznie!

Comments are closed.