Dziwne losy (byłej) pruskiej prowincji w ciekawych czasach,czyli "Tajemnica szkoły dla panien" (i rebus!)

 

(…) uśmiechnął się – tylko dlatego, że czasami rzeczy są dokładnie takie, na jakie wyglądają. I nie ma co kombinować. Wystarczy patrzeć (…) Czarne jest czarne… I tak dalej.

Dziś znów o debiucie, ale z zupełnie innej beczki, gatunku, strony – pierwszej książce Joanny Szwechłowicz o bogatym znaczeniowo tytule – Tajemnica szkoły dla panien. Debiucie zgrabnym, cudnie napisanym i niewątpliwie udanym – nie przestaję się dziwić, na jak dobre książki trafiam ostatnimi czasy. Choć poczuję się pewnie lepiej, jeśli powiem, że tak dobre książki wybieram!

Byłe Wielkie Księstwo Poznańskie, prowincjonalne miasteczko Mańkowice, przełom trudnych lat 1922 i 1923. Morderstwo w szkole dla panien, którego konsekwencje prowadzą do dwóch kolejnych i niedoszłego trzeciego, zakłócają spokój prowincjonalnego podkomisarza, który po prawdzie, wolałby zająć się podjadaniem landrynek lub rozwiązaniem sprawy kradzieży cukru. A najlepiej obydwoma czynnościami jednocześnie, jako że wychodzą mu najlepiej. Kto okaże się mordercą (a kto złodziejem cukru!?)? Jakie inne tajemnice skrywa pięknie przez autorkę nakreślona prowincjonalna społeczność? Dość powiedzieć, nie zdradzając wiele, że (prawie) wszystkie zostaną rozwiązane.

 

 

 Joanna Szwechłowicz zabiera nas w podróż wgłąb barwnej przeszłości kraju, pokazując, że HISTORIA nie działa się w tym czasie tylko w stolicy, ale rozpostarła skrzydła trójzaborowo. Historyczne smaczki, przedzierające się z każdej niemal strony powieści, a zrozumiałe pewnie tylko dla tych, którzy wiedzą o co chodzi, dodają utworowi powabu, polotu i humoru. Kimże by innym na przykład, jeśli nie przybyszem z Kongresówki (Warszawy!) mógł okazać się obdartus i łachmaniarz? Za co innego z kolei można by chwalić Piłsudskiego, jeśli nie jedynie za sprowadzanie landrynek? I jak tu dogadać się z tymi ze stolicy, kiedy potrafią tylko mówić z kresowym zaśpiewem? Niektóry z resztą zdarza się to do dziś, niemal sto lat później.W Tajemnicy szkoły dla panien są rozdziały, z których mogłabym wypisać każde zdanie jako literacką (i historyczną!) perełkę. Tym bardziej podziwiam autorkę, której mimo debiutu, udało się stworzyć dzieło o ewidentnie widocznym stylu, którego nie powstydziłby się pisarz doświadczony. Powieść nawiązuje językiem do powieści XIX i XX-wiecznych w sposób zupełnie naturalny i zgrabny, który niejednokrotnie powodował u mnie salwy śmiechu i konsternację współpasażerów komunikacji miejskiej stolicy byłej Kongresówki. Bo jak tu się nie uśmiać przy takich perełkach

Łucja była średniego wzrostu, średniej budowy i zaczynała zbliżać się powoli  do wieku średniego, to znaczy do trzydziestki. Włosy miała raczej szare, czyli też można powiedzieć, średnie. (…) Przez jakiś czas wmawiała sobie, że ma długie rzęsy oraz pewien urok, ale po dwudziestym piątym roku życia spędzonym w panieństwie i te złudzenia trzeba było odrzucić. Powieści, w których bohaterki „nie były piękne, ale zachwycały otoczenie blaskiem inteligencji” zdecydowanie kłamały. 

Tylko jedna osoba wpatrywała się w dostojnego gościa, nie dopuszczając do siebie żadnego innego bodźca: Maciuś Król. Założył się z kolegą, że jeśli biskup ma uszy bardziej odstające niż pan od polskiego, ten szczerbaty drugoklasista stawia rurki z kremem. (…) I nie zauważył ani spadającej donicy, ani histerii pani Jasińskiej, ani też ręki, która wyłoniła się z mieszaniny świerku, ziemi, śniegu oraz fragmentów węzła (…). W ogólnym zamieszaniu biskup wsiadł do automobilu z mocnym postanowieniem, że prędzej jak za osiem lat tu nie wróci. (…) Proboszczowi Berentowi mignęła myśl o misji w Afryce. Jeden Maciuś był bardzo zadowolony: uszy biskupa spełniły oczekiwania.

Wisienką na torcie jest tajemnicza i moim zdaniem idealnie dopasowana okładka, choć muszę przyczepić się do korektorsko-drukarskich błędów ze stron: 8 i 104. Nie zaburzają one jednak ogólnego obrazu Tajemnicy… jako książki dobrej, pięknie napisanej i niewątpliwie wartej uwagi.

Kończę  oldschool’owym rebusem, który naprowadzi Was na gatunek powieści 🙂

K R Y M I N A Ł 
Romantyczna, Elokwentna Twórczość – Raczej Odkrycie
 
 
 
Joanna Szwechłowicz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
 
Ocena: 4,5/6

3 thoughts on “Dziwne losy (byłej) pruskiej prowincji w ciekawych czasach,czyli "Tajemnica szkoły dla panien" (i rebus!)

  • Rzeczywiście piękne i błyskotliwe cytaty. Jeśli cała książka jest taka, to wcale się nie dziwię, że wzbudziła w Tobie aż taki zachwyt. Zagadka kryminalna też zdaje się ciekawa, a tytuł i okładka intrygują. Jestem skłonna uwierzyć Ci na słowo, że jest to naprawdę dobry debiut. No i życzę dalszego trafnego wybierania lektur 🙂

    • Dziękuję 🙂

      Wiesz, zachwytem może bym tego nie nazwała, ale zdecydowanie przyjemnie spędziłam przy lekturze te cztery godziny. Preferuję jednak książki mądre (nie przemądrzałe, czy wypełnione mądrościami z drugiej ręki), a ta jest po prostu przyjemna 🙂

Comments are closed.