„Od dwóch tysięcy lat” – kapsułka recenzyjna

Dwudziestoośmioletni Mihail Sebastian, napisał i wydał „Od dwóch tysięcy lat” 85 lat temu. Był rumuńskim pisarzem, dramaturgiem i absolwentem prawa. Pech chciał, że Rumunia z czasów dwudziestolecia międzywojennego, to Rumunia rodzącego się faszyzmu i antysemityzmu w różnych odsłonach. I właśnie o przemianach tych ruchów w skali mikro jest ta „powieść”, którą z rozmysłem wpycham w cudzysłów.

Ważne cytaty (znamienne w kontekście aktualnej sytuacji debaty publicznej w Polsce)

Zarzuciłbym antysemityzmowi przede wszystkim t0 – gdybym przyznał sobie prawo do osądzania – że brakuje mu wyobraźni: „masoneria, lichwa, rytualny mord”. Czy to wszystko? Jakże śmiesznie mało! Najpośledniejsza żydowska świadomość, najbanalniejsza żydowska inteligencja przypisuje sobie grzechy nieskończenie poważniejsze, mrok nieopisanie głębszy, nieporównywalnie bardziej druzgocące katastrofy. Oni mają przeciwko nam jedynie kamień, a czasami rewolwer. My z kolei, w walce, jaką wiecznie toczymy sami ze sobą, mamy ten trawiący nas powoli, choć nieodwracalnie subtelny witriol, którym jest nasze własne serce. Dobrze rozumiem, dlaczego żydowski renegat jest straszliwszy niż jakikolwiek inny rodzaj renegata. Im silniej próbuje strząsnąć z siebie własny cień, tym mocniej zaczyna on do niego przylegać.

Nie przeprowadziłem ani jednej rozmowy, podczas której nie zastanawiałbym się ze strachem, czy mój rozmówca wie, czy nie wie, że jestem Żydem, i czy – jeśli wie – wybacza mi to, czy nie. Był to dla mnie rzeczywisty problem, przysparzający cierpień i prowadzący do absurdalnego wręcz poziomu zażenowania. Postanowi- tem więc ucinać wszelkie dwuznaczności i wyjaśniać tę kwestię na samym początku, wyznając wszystko gwałtownie i bez ociągania, co musiało wielokrotnie wydawać się oznaką arogancji, podczas gdy tak naprawdę było przejawem zranionej dumy. Z tego też względu, poznając Vieru, od razu spróbowałem poruszyć i wyjaśnić ten problem, on jednak uciął rozmowę po kilku słowach. – Mój drogi kolego, nie interesuje mnie to. To pańska prywatna sprawa i niech taką pozostanie. Chciałby pan, żebym powiedział, czy jestem antysemitą? Nie wiem.

Postrzeganie swoich przeciwników jako złych i głupich jest tak wygodne i niesie tyle pociechy, że w mojej ówczesnej, godnej pożałowania rozpaczy uznałem to za jedyne możliwe wsparcie, odnalazłem w tym niż te kilka minionych lat. Wzburzone wody uspokoiły to, co było powierzchownie zmącone, i jeszcze silniej zmąciły to, co było głęboko wzburzone. Ludzie dokonali wyborów, idee stężały, głupota znalazła swoje miejsce, prawdy zaczęły się krystalizować. Wszystko stało się bardziej uporządkowane. Być może nadszedł czas, by napisać historię ruchu antysemickiego. A ściślej mówiąc – historię „komedii ludzkiej”, opartej bardziej na ludziach i na tym, co myśleli, niż na suchych faktach, które znam i w których nie ma nic odkrywczego.

Wyjątkowo trudno śledzić dzień nasilanie się wrogości. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś otoczony ze wszystkich stron, i nie masz pojęcia, kiedy ani jak się to stało. Drobne, rozproszone zdarzenia, gesty pozbawione większej wagi, niewinne pogróżki bez pokrycia. Dziś utarczka w tramwaju, jutro artykuł w gazecie, pojutrze wybita szyba. Wszystkie te rzeczy wydają się zwyczajne, niepowiązane, błahe. Potem, jednego ranka, czujesz, że nie masz czym oddychać. Jeszcze trudniejsze do zrozumienia jest to, że nikt, zupełnie nikt, kto jest w to wszystko zamieszany, nie ponosi żadnej winy.

Warstwa konstrukcyjna i literacka

Tak naprawdę trudno nazwać „Od dwóch tysięcy lat” powieścią. To raczej pamiętnikarski, nieco poszarpany, zapis wydarzeń zżycia młodego Rumuna żydowskiego pochodzenia, na przestrzeni kilku lat. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż w jakiejś mierze bohater i autor są ze sobą tożsami. Najpierw jako student, potem – architekt, narrator idzie przez życie z otwartą głową i twardą rzycią. Spotyka na swej drodze ludzi, których analizuje. I tych, z którymi wchodzi w dyskusje. I takich, od których się uczy oraz tych, którzy staną się dla niego antywzorcami.

Kronikarska szczegółowość, powracające wątki i poszarpane, choć niezwykle interesujące, myśli – to główne cechy prozy Sebastiana. Jego rozmówcy, to ludzie niebywale ciekawi i o nietuzinkowych poglądach. W dużej mierze książka jest zapisem kilku wydarzeń politycznych, kulturalnych, społecznych i wielu dysput na ich temat. Wszystko to sprawia, że narracja płynie jak woda z filozoficznego kranu, trochę na jedno kopyto, czasem w nazbyt rozbudowanym chyba przekonaniu, że śledzenie wywodów będzie dla czytelnika intelektualnym wyzwaniem najwyższych lotów. 

Perełki

Prawdziwą zaletą „Od dwóch tysięcy lat” jest jej mrożąca krew w żyłach aktualność. Aktualność i banalność zła. Tego, jak społeczne, faszyzujące przyzwolenie na wykluczenie potrafi latami sobie tuptać, zanim wybuchnie z przerażającą siłą. Siłą, której autor mógł się spodziewać, ale której zasięgu rażenia nie mógł przewidzieć. Tym szerzej otwierałam oczy, kiedy czytałam o niektórych argumentach antysemitów i kiedy przemyślałam tezę o cykliczności dziejów. Szczególnie dziś. Szczególnie przed wyborami.

I jeszcze narrator – baczny obserwator, uczestnik wydarzeń, a jednak maksymalnie obiektywny przeciwnik wszystkich stron (jakkolwiek to nie brzmi). Nikomu, zwłaszcza sobie, nie szczędzi słów krytyki. Jest bystry, ale zagubiony, targany raczej intelektualnymi niż namiętnymi wątpliwościami. Szuka i nie znajduje. trochę na zasadzie dylematu bohatera tragicznego. 

Podziwiam też wydawnictwo za „odgrzebanie” tej książki z czeluści historii, odkurzenie jej i wydanie w tak profesjonalnym i literackim tłumaczeniu autorstwa Dominika Małeckiego (wymienionego na okładce!). Być może Książkowe Klimaty i kilka innych niszowych wydawnictw staną się protoplastami nowej, doskonałej praktyki wydawniczej. Chapeau bas!

Co bym zmieniła?

To zabrzmi nieprofesjonalnie, ale chciałabym tę książkę mniej męczyć. W warstwach merytorycznej i koncepcyjnej bardzo do mnie przemawia, ale jej ostateczny kształt spowodował, że przeleżała na półce, w plecakach i na fotelach miesiąc, zanim ostatecznie się  z nią pożegnałam.

Bardzo brakowało mi też przypisów, jakiegoś redakcyjnego osadzenia w historycznej rzeczywistości. Bo choć z wykształcenia jestem historykiem, to międzywojenna Rumunia jest dla mnie tworem niezbadanym. Oczywiście zrobiłam konieczny research, ale koniec końców potęgowało to we mnie odczucie znużenia i chęć sięgnięcia po literaturę, która daje też odpowiedzi, a nie tylko zadaje pytania. Lubię myśleć, że czytelnikiem jestem dość zaawansowanym, ale oczywiście biorę również pod uwagę ewentualność, że daleko mi do wytrawności brakuje.

Dla kogo tak, a kto powinien unikać?

Dla wszystkich tych, których nie odstręcza forma dziennika, wielość bohaterów, procesów i postaw. Dla tych czytelników, którzy interesują się historią Rumunii, czy też generalnie – regionalnym antysemityzmem państw europejskich w dwudziestoleciu międzywojennym.

Zupełnie nie dla tych, którzy spodziewają się powieści w klasycznym rozumieniu tego słowa. Nie ma tu fabuły. Są przemyślenia, dyskusje, polemiki i trochę uczuć.

 

Wydawnictwo Książkowe Klimaty

Tłumacz: Dominik Małecki

Liczba stron: 336

Ocena: 4/6

Tania Książka świętuje 11. urodziny - Książki - POLTERGEISTPowyższa recenzja powstała we współpracy z księgarnią TaniaKsiazka.pl, nowości w dobrej cenie kupicie TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *