„Dwie siostry” i ojciec — złamane życia

Miał wrażenie, że los wyprzedza go o pół kroku. Jakby ktoś o iście diabelskim usposobieniu wpychał mu kij w szprychy. Za każdym razem, gdy już zbliżał się do celu, do wyciągnięcia stamtąd córek, coś się działo. Nie wiedział, czy biorą w tym udział wyłącznie siły z tego świata.

Wojna w Syrii to nie wojna, to multiskomplikowana picassowska Guernika, mozaika konfliktów, nieporozumień, walk, problemów, stron… Coś, co posiada kształt, ale jednocześnie jest własnym odbiciem w wesołomiasteczkowym krzywym zwierciadle. Jest współczesną wersją francuskiego przewrotu z końca XVIII wieku. W Syrii rzeki również barwią się na krwistą czerwień, a rewolucja zjada własne dzieci. Ale na horyzoncie nie ma nawet namiastki Napoleona, prawa i chwilowej stabilizacji. Jest chaos, zniszczenie, cierpienie, rozpacz i chwilowe sukcesy złamanych przez system ludzi. Jest za to Facebook. Twitter. I całkiem współczesne poczucie obowiązku wypaczone przez taką wersję rzeczywistości, która stanowi mieszankę współczesności i głębokiego średniowiecza.  

Zaczęłam w ten sposób, ale przecież najnowsza książka Asne Seierstad, o której chcę napisać, właściwie nie dotyczy wojny w Syrii. Jest, podobnie jak biografia Andersa Breivika (KLIK) mikrokosmosem jednej rodziny. Jest tragedią, serią niefortunnych zdarzeń, świadectwem zderzenia dwóch światów. Literacką wyprawą wgłąb sytuacji, której nikt z nas nie chciałby się znaleźć, ale też sytuacji, której nie da się przewidzieć.

Sadiq miał wszystko. Kochającą rodzinę — żonę, dwóch synów i dwie córki, pieniądze, norweskie bezpieczeństwo po somalijskiej wojnie, pieniądze, bezpłatną edukację dzieci, wsparcie pańtwa, zainteresowania i… święty spokój. Stracił to wszystko pewnego październikowego poranka 2013 roku. Jego nastoletnie córki, Ayan i Leila, opuściły wtedy bezpieczną rodzinną przystań i ruszyły w wielki świat. Nie, nie uciekły do Stanów Zjednoczonych, by szukać lepszego jutra, nie zwiały z romantycznymi kochankami, których nie akceptowali muzułmańscy rodzice, nikt ich też nie porwał wbrew ich woli. Uciekły do Syrii, by szukać lepszej… wieczności, zwiały z… ekstremistycznymi przyszłymi małżonkami, choć rodzice dawali im religijną i narodowościową swobodę wyboru, i zrobiły to z własnej nieprzymuszonej woli. Sadiq ani przez chwilę nie przypuszczał, że możliwy jest taki obrót spraw, niczego podobnego nie brał pod uwagę. Ale to nie znaczy, że nie było żadnych symptomów. Dziewczynki przez długie miesiące ulegały stopniowemu praniu mózgu. Ziarno zasiał nauczyciel Koranu, a ono kiełkowało w islamistycznych norweskich organizacjach, rozkwitło poprzez facebookowe grupy i specyficzne lektury. Sadiq jednak postanowił nie opuszczać strefy komfortu, ale też zachłysnął się europejską wolnością, dając dzieciom swobodę. Bo przecież nie mógł nie zauważyć, że dziewczęta zaczęły inaczej mówić, że spotkania z nauczycielem Koranu przedkładały nad te towarzyskie, że zmieniły sposób ubierania, co głośno komentowali nauczyciele, że w końcu zza ich noszonych na codzień nikabów nie było widać już nic, poza oczami. Ale mimo wszystko ojciec był tak zaskoczony, jak tylko zaskoczony może być ojciec tracący dzieci. Z dnia na dzień, ale na zawsze. Po Leili i Ayan został pożegnalny mail i zdawkowe informacje raz na kilka tygodni.

„Dwie siostry” to opis poszukiwań Sadiqa, który przez lata, ryzykując własne zdrowie i życie próbuje wydostać córki w Syrii. Nie dopuszcza do siebie myśli, która jako pierwsza powinna była przyjść mu do głowy — że one tego wcale nie chcą i zrobią wszystko, by mu się nie udało. Zamiast tego, zamieszkają w luksusowych domach, które zostały puste po wojennych zawieruchach (Mieszkańcy uciekli? Zostali zabici?), wyjdą za mąż za bojowników ISIS, urodzą im dzieci i będą pracować na chwałę Allaha tu na ziemi, by otrzymać wieczną nagrodę. Tymczasem Sadiq straci wszystko, co miał. 

W „Dwóch siostrach” jest wszystko, co powinien zawierać reportaż literacki na najwyższym poziomie. Jest wiedza, są emocje, porządek, historia, plastyczny język, kontekst. Książce nie brakuje jasnej granicy między subiektywizmem a obiektywizmem i połączeń między skalą mikro i makro. Wszystko to sprawia, że choć to zupełnie nie „mój” temat, nie mój krąg kulturowy, wsiąkłam w ten reportaż jak w znakomitą powieść, jednak ze scenariuszem, który w powieści mógłby uchodzić za nieprawdopodobny. Nie bez znaczenia jest również znakomity, jak zwykle, i wymagający także ogromnej pracy badawczej, przekład Iwony Zimnickiej oraz dodane przez nią przypisy. 

„Dwie siostry” otwierają oczy, tłumaczą, wyostrzają obraz, namawiają do przemyśleń. Seierstad jest mistrzynią w swoim fachu, królową doboru tematów i rozprawiania się z nimi, zdobywania informacji, a nie tylko ich strzępów, na których buduje wyssane z palca teorie. Bierzcie i czytajcie. Dla wiedzy. Dla zrozumienia. I ku przestrodze.

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla tych, którzy przeczytali już „Jednego z nas” i wiedzą, na co stać autorkę, dla miłośników reportażu literackiego, w którym autor skrywa się za swoimi źródłami; dla tych, którzy chcą ZROZUMIEĆ.

Kto powinien unikać: ci, którzy już wszystko wiedzą, bo pozjadali wszystkie rozumy i ci, którzy w literaturze faktu nie akceptują emocji.

Asne Seierstad

Wydawnictwo W.A.B.

Liczba stron: 510

Ocena:5,5/6

One thought on “„Dwie siostry” i ojciec — złamane życia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *