Czeski film w reportażach, czyli Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"

 

Kiedy myślę o panu Hrabalu i o tym, co dał ludzkości, przychodzi mi na myśl słowo „oszustwo”. Pan Hrabal nas wszystkich, proszę Państwa oszukał. I Czechów, i Polaków, i Włochów też, bo jego książki są przez nich uwielbiane. Otóż pokazał nam, że wszystko, co nas spotyka jest czymś cudownym. (…) Głupie okazuje się u niego piękne. Podłe jest piękne (bo podłe jest z własnej pięknej głupoty i pięknej niedoskonałości). I oczywiście piękne też jest piękne. I to oszustwo Hrabala na temat życia (przecież dobrze wiemy, że mało co jest naprawdę piękne) jest piękne. Co więcej: to oszustwo jest potrzebne. Pożądają go zwłaszcza Polacy, którzy na świat patrzą ze swoją wadą wrodzoną, bo w jednym oku siedzi nam etos, a w drugim patos.

 

Podobno na (mitycznym już niemal) zachodzie jesteśmy nie do odróżnienia. Polak i Czech to przecież niemal zupełnie ci sami ludzie. Język. Wygląd. Kultura. To samo. A jednak po lekturze Zrób sobie raj można odnieść wrażenie, że Czechy leżą na zupełnie innej planecie, jeśli nie w innej galaktyce. A może to my jesteśmy kosmitami?

Nasi sąsiedzi najwyraźniej żyją w (k)raju absurdów (jak każdy inny zresztą), tudzież czeskim filmie, gdzie religią jest ateizm, w zasadzie antyreligijność, a przecież to z Pragi jest najbliżej do nieba. Są narodem tak bardzo skupionym na rodzinie, a jednak po śmierci i kremacji najbliższych, zazwyczaj nie odbierają urn z prochami. Są wzorem kultury osobistej i taktu, a jednak to tam powstał nurt filozoficzno-artystyczny o uroczej nazwie „fekalizm”. Wreszcie za absurdalne w naszej części Europy można uznać dążenie Czechów do deprecjonowania własnych osiągnięć na polach Wielkiej Historii – jeśli zrobili coś wielkiego lub bohaterskiego, to tylko przez przypadek lub pomyłkę. A Polakowi ciężko zrozumieć, jeśli jakiś naród NIE chce być Mesjaszem innych. Taki kulturowy szok.

Szczygieł w Zrób sobie raj buduje mozaikę pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, które składają się na obraz Czech i Czechów, jakiego większość z nas nie zna. Tylko tu nastoletnia Wietnamka wygrywająca literacki konkurs może okazać się 39-letnim rodowitym mieszkańcem kraju. Tylko tu naród do tego stopnia wzbrania się przed upamiętnianiem swoich bohaterów, że jedynym dla nich pomnikiem jest knajpa z piwem. W rzeźbę można za to zakląć… sikających. To dlatego socjalizm miał tu „ludzką twarz”, a rewolucję opakowano w „aksamit”. (…) Czech stawia bowiem na samopoczucie. Wyssać z każdego drobiazgu coś pozytywnego. Jak się więc okazuje, nie trzeba być Milanem Kunderą, by opisać to tak zajmująco.

Niewątpliwą zaletą Zrób sobie raj jest, co nie powinno dziwić starych wyjadaczy reportaży Szczygła, język autora – giętki,
uszczypliwy, pełen złośliwości (i to jest komplement!) nie tylko w stosunku do naszych sąsiadów, wszak Szczygieł określa samego siebie jako czechofila, ale także w stosunku do nas, Polaków. Bo jak tego uniknąć, jeśli śmiejemy się z Czechów, że zdrabniają połowę rzeczowników, zdarza im się nawet osiągnąć spokoik (który mnie także, podobne jak autorowi, komputer zmienia na pokoik), jeśli to w naszej podwórkowej i imprezowej łacinie tak często występuje „wódeczka”?

Wygląda na to, że różnimy się, także w swych podobieństwach. I w tym leży piękno tego świata i tej części Europy. Każdy naród i każdy jego przedstawiciel mają z tyłu głowy swój własny raj – najważniejsze, żeby potrafić go sobie zrobić.

 
 
Image-1(2).jpg
(A może czeski raj wygląda tak?)
 
 
Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo Czarne
Liczba stron: 292
 
Ocena: 5/6
 
Recenzja przygotowana dla portalu Silesia All Time
http://silesiaalltime.eu/
 
 

10 thoughts on “Czeski film w reportażach, czyli Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"

  • Bardzo dobra pozycja. A poza tym ciekawie jest oglądać własny naród przez pryzmat innego… Zawsze można się sporo dowiedzieć.

    • Hmmm… Jeśli przeczytałby ją Czech (a Czesi czytają!), to na pewno. Ale z perspektywy Polaków 'Zrób sobie raj' jest raczej spojrzeniem na inny kraj przez pryzmat tradycji własnego 🙂

  • Mam tę pozycję już od dawna i jakoś ciągle przekładam lekturę, bo znajduję coś pozornie ciekawszego. Właściwie wcale nie lubię Czechów. Nawet nie dziwię się im wariactwom, nie zaskakują mnie ich poglądy, tylko po prostu, zwyczajnie, po ludzku ich nie lubię 🙂

    Kto wie, może dzięki Mariuszowi Szczygłowi to się odmieni, gdy w końcu zdecyduję się poznać ten czeski raj.

    • Szczygieł jest Czechofilem, ale mimo wszytko ciężko jest zapałać miłością do Czechów tutaj przez niego przedstawionych 🙂 Za to poznawczo – bardzo warto!

    • Oj tak 🙂
      Od czasu do czasu mam także przyjemność przesłuchiwania 'Niedzieli, która zdarzyła się w środę' w wykonaniu jego samego. Salwy śmiechu budzą wtedy cały dom 🙂

Comments are closed.