Czarny diabeł z Ukrainy, czyli ten, który tkwi w serze

[Słowo się rzekło, pierwsza książka, którą dokończyłam w tym roku jest… czarna. Wydana przez Czarne, rzecz jasna. Na tapetę poszedł Diabeł tkwi w serze Jurija Andruchowycza, zbiór esejów, które ukazywały się wcześniej w prasie polskiej i ukraińskiej.]

Proszę wybaczyć cynizm, ale grzechem byłoby nie wykorzystać takiego “materiału ludzkiego”. W pewnym sensie jest on idealny jako żer dla władzy oligarchii: w miarę posłuszny, w miarę przestraszony, w miarę wykształcony, w miarę niedoinformowany. Skutecznie chroniona przez połączone siły funkcjonariuszy i karków “elita narodowa” korzysta jak może ze specyficznego społeczno-psychologicznego rozkładu. Pozostaje jej dzielić między siebie ostatnie kęsy i zakonserwować status quo na długie dziesięciolecia, żeby i dla wnuków, i dla prawnuków zostało. Przy czym nie domyśla się ona raczej, że również ta droga jest outsiderska, ahistoryczna, pozacywilizacyjna, że jest to droga donikąd. Nie domyśla się, bo też jest tutejsza. (…) I tylko z jednym w żadnym razie nie mogę się zgodzić – że wszystko to zostało przez Kogoś pomyślane i jesteśmy jacy jesteśmy, bo On tak zapragnął i w tym tkwi jakaś nasza szczególna misja, a nawet “tajemny sens”. Domyślam się, że to nie tak.

Diabeł tkwi nie tylko w szczegółach. Może na przykład tkwić w… serze. Jeśli jesteście ciekawi świata – tego makro i tego mikro, zapoznajcie się z tym, co ma do powiedzenia Andruchowycz. Wizjonerzy, łowcy widm i reanimatorzy mile widziani. Mile widziani wszyscy ci, którzy do tej pory szukają Europy. Zatem zaczynamy podróż.

Europa według Andruchowycza jest geograficzną amebą, która nieustannie zmienia kontury, jest mało kontynentalna, nieokreślona, bezgraniczna. Jest młodym kontynentem, który może zjednoczyć się w rybie (zainteresowanych odsyłam do lektury), ale nie jednoczy się właściwie nigdzie indziej, bo nie wie, gdzie ma swój koniec (początek), bo zawsze jest coś pomiędzy, a to coś (Niedo-Europa) leży na Granicy (sic!) między Europą a Czymś Innym. Europa to miejsce kontrastów i czerpania radości z tego, że ktoś ma gorzej. Punkt na mapie, gdzie nostalgii można doszukiwać się w kontrolowanych bagażach.

W esejach Andruchowycza bohaterów, tych wielkich i małych, jest wielu. Bohaterem bywa Europa i europejskość, Ukraina i ukraińskość, Polska i polskość, Rosja i rosyjskość, Granica i graniczność, ale i poezja, patriotyzm, terroryzm, metaforyczny (i zilustrowany okładką) pociąg z tamburem (warto sprawdzić!), czas, język, stereotypy…

Diabła… czyta się trochę jak odpowiedź na Szczerka, tyle, że wcześniejszą. Dziwnie czytać go 9 lat po pierwszym wydaniu. Dziwnie czytać o tym, co zdarzyło się kawałek życia temu i wiedzieć o tym, co od roku dzieje się w Niedo-Europie. Ale dobrze wiedzieć, że po naszej stronie świata (choć pewnie wielu chciałoby nas przesunąć bardziej na osławiony Zachód) każdy naród ma, jak my, swoje stereotypy, historię, której się wstydzi i tę, którą chce sławić, ma swoją wersję Francuzów, Amerykanów, Niemców, Rosjan i ich roli we własnej historii, tyle że niekoniecznie muszą być tymi narodami właśnie. Każdy naród ma tych, z którymi niech Bóg (lub diabeł) dopomoże i tych, przed którymi niech ręka boska (tudzież diabelska) broni. Każdy naród chce, by słyszano o nim, jako o wyjątkowym, nie Tym-Obok-Rosji. Dlatego zapewne większość Ukraińców, którym zdarza się podróżować na ten Zachód, tudzież do Woolworthu, jest już zmęczona, ale nie przestaje

– zaprzeczać, że Dostojewski powinien im być bliższy niż Hesse;
– odrzucać komplementów dotyczących rosyjskiego baletu jako wyrażanych pod niewłaściwym adresem;
– przekonywać, że język [ukraiński] (…) nie został wymyślony przez prezydenta Krawczuka w grudniu 1991 roku;
– okazywać, że melodia Kalinki-malinki jest mi całkowicie obojętna
– krzywo się uśmiechać na każde ich “Dabrom poszalujsta!

I tak to się dziwnie plecie. Po ukraińsku. Od Szwajcarskiej Szwajcarii, eseju, z którego wziął się tytuł całości, przez europejską Europę aż po ukraińską Ukrainę. A może by tak zrobić światu diabelską sztuczkę i pozamieniać przymiotniki? Czemu nie. Jeśli z Majdanem, Andruchowyczem i diabłem, koniecznie tym, który tkwi w serze.

 diabeł,+Andruchowycz

 

Jurij Andruchowycz

Wydawnictwo Czarne

Liczba stron: 180

 

Ocena: 6/6

 

 

 

6 thoughts on “Czarny diabeł z Ukrainy, czyli ten, który tkwi w serze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *