Conrad Festival 2016, czyli co w Krakowie (intensywnie) piszczy

Na kulturalnej mapie naszego kraju, szczególnie przy kropkach wyznaczających położenie większych miast, nie brakuje wartych zachodu wydarzeń związanych z promowaniem literatury, czy też czytelnictwa w ogóle. Sądzę, że każdy użytkownik literatury, bardziej lub mniej świadomy, znajdzie coś dla siebie spośród bogatej oferty. Możliwości jest wiele — są spotkania autorskie, dyskusyjne kluby książki, wywiady, programy radiowe i telewizyjne, Targi Książki, czy wreszcie festiwale literackie. Ale najbardziej chyba elegancko i z największym zaangażowaniem tworzone są dwa doroczne wydarzenia literackie, a mianowicie Big Book Festival (2015 — KLIK, 2016 — KLIK) oraz Conrad Festival. Już w zeszłym roku miałam przyjemność relacjonować dla Was poprzednią edycję festiwalu (2015 — KLIK), a przynajmniej jej niewielką część. W tym roku natomiast dane mi było spędzić w Krakowie aż trzy dni, które wykończyły mnie organizacyjnie, ale pozytywnie naładowały literacką energią. KKN to nie pamiętnik, nie zamierzam opisywać wszystkiego po kolei, ale migawki fotograficzne i słowne powinny wystarczyć, by stworzyć uproszczony obraz wydarzeń ostatniego (wspaniałego i inspirującego!) weekendu 🙂

img_3873

CONRAD FESTIVAL

Uwielbiam atmosferę tego wydarzenia. Uwielbiam doskonałą organizację i logistykę, szatę graficzną strony internetowej (KLIK) oraz plakatów, podziwiam dobór gości, wybór motywów przewodnich (w tym roku była to INTENSYWNOŚĆ), różnorodność (spotkania z autorami, dyskusje, wywiady, warsztaty, analizy rynku książki, przyznanie nagrody za najlepszy debiut) i dopasowanie spotkań do różnych grup wiekowych odbiorców. Podoba mi się nawet ten dreszczyk niepewności przed ogłoszeniem ostatecznego programu festiwalu. Pisałam już wcześniej o tym, jakie książki powinniście przeczytać (KLIK) oraz o tym, jakie pytanie zadałabym Richardowi Flanaganowi (KLIK). Teraz pora na szczegóły, te spisywane na gorąco w jedynym miejscu na notatki, jakie znalazłam w pośpiechu pod wpływem chwili (zanim zauważyłam, że przewidziano je również w drukowanym programie wydarzenia) — z tyłu zakładek.

img_3874

SPOTKANIE Z RICHARDEM FLANAGANEM (prowadzący: Michał Nogaś)

Richard Flanagan jest jednym z moich ulubionych współczesnych autorów. Jego „Ścieżki północy” (KLIK) okazały się rozdzierające, „Klaśnięcie jednej dłoni” (KLIK) poruszające, a „Wanting” (KLIK) inspirujące. Tym bardziej cieszyłam się na spotkanie z australijskim pisarzem, laureatem Man Booker Prize. Flanagan zaczął od przytoczenia fragmentu powieści „Ścieżki północy”, a przez kolejne półtorej godziny odpowiadał na pytania Michała Nogasia, później także kilka pytań z publiczności (w tym prof. Ryszarda Koziołka o to, skąd wie tyle o rybach ;)) Mówił o spotkaniach z japońskimi strażnikami obozów pracy, o spłaconym długu wobec ojca, o tym, czego nie wypada robić pisarzowi (a Bogu owszem), o ożywianiu pamięci, o inspiracji Gombrowiczem i „Trzema kolorami” Kieślowskiego, o pływaniu i trzykolorowych czcionkach w pierwszym wydaniu „Księgi ryb”. Miałam też okazję do tego, by zadać moje pytanie, dotyczące „Wanting” (w pełnej wersji znajdziecie je TU) i odnalezienia statków Franklina. Dowiedziałam się, że kiedy kreuje postacie historyczne, tylko luźno opiera je na prawdziwych ludziach z krwi i kości, tworzy ich inne wersje. Jego bohater nie jest więc (nawet w jego percepcji) prawdziwym Johnem Franklinem, jest wariacją na jego temat, która posiada jego imię i nazwisko. Zatem nie, nie żyje życiem swoich postaci na tyle długo, by poczuć dreszcz emocji na wieść o odnalezionych statkach polarnika.

dsc_0001

dsc_0003

dsc_0005

dsc_0019

14895464_10211423712174214_1036397047_o

SPOTKANIE Z ELEANOR CATTON (prowadzący: Maciej Świerkocki)

Eleanor Catton okazała się przeuroczo delikatną osobą o niezwykłej (szczególnie, jeśli brać pod uwagę jej młody wiek) wszechstronnej wiedzy. Spotkanie z nowozelandzką autorką poprowadził Marcin Świerkocki, tłumacz jej obydwu powieści na język polski, a całość dzięki tłumaczeniu symultanicznemu w słuchawkach (przeciwieństwie do konsekutywnego podczas spotkania z Flanaganem) była bardziej dynamiczna. Uczestnicy dowiedzieli się między innymi tego, że prawdopodobnie w 2018 roku ukaże się mini-serial na podstawie powieści „Wszystko, co lśni”, do którego sama autorka tworzy scenariusz. Catton opowiadała rownież o teatralności „Próby”, która miała być metaforą dorastania, podczas którego „ćwiczymy” rolę dorosłości oraz o związkach pomiędzy muzyką a astrologią i astronomią. Okazało się, że jej ulubioną częścią pisania jest… czytanie (a także czytanie oraz czytanie;)), a nawet najlepsze pomysły potrzebują odpoczynku, wzrastania, literackiej „ciąży”, nie rodzą się w jednym momencie. Pisarka skrytykowała także postawę ludzi oburzonych Noblem dla Boba Dylana słowami: „Mam dość tych, którzy dyktują jedyną prawdę, co do tego, kto należy, a kto nie należy do „klubu”. Nie podoba ci się? Zmień klub!”. Uchyliła także rąbka tajemnicy — nowa powieść będzie „antydystopią” — ma udowadniać, że wbrew temu, co słyszymy codziennie w mediach, świat nie zmierza ku ostatecznej zagładzie. Inspirujące, prawda?

dsc_0088

dsc_0085

dsc_0089

dsc_0094

DYSKUSJA RICHARDA FLANAGANA I MICHAELA CUNNINGHAMA (prowadząca: Magda Heydel)

Pisarze opowiadali między innymi o muzyce swoich powieści i ich rytmie (Cunningham: „Mój „Dom na krańcu świata” to czysty rock&roll, „Godziny” — „Requiem” Schuberta), o tym, czy istotna jest fizyczna postać książki i czy należy czynić ją przedmiotem kultu (obydwaj ustalili, że książka żyje tylko wtedy, gdy jest używana, nie podziwiana z daleka). Poruszono kwestię tego, że autor zawsze powinien mieć w głowie obraz odbiorcy powstającej książki (choćby miał to być tylko jeden przyjaciel) oraz tego, że nawet pierwsza wersja książki jest tylko nieśmiałym odbiciem tego, co autor ma w głowie, mniej lub bardziej udolną interpretacją. Nie zapomniano także o tłumaczach, którzy także w swoich wersjach dokonują odważnych interpretacji, które niejednokrotnie okazują się lepsze od oryginału. Autorzy zgodzili się również co do tego, że nie należy pytać o to, „o czym jest książka”, raczej o to, czy warto spędzić z nią czas. Amerykanin opowiadał nawet poruszającą historię o tym, że przy łożu śmierci swojej matki czytał opowiadania Alice Munro i nigdy nie miał w związku z tym wyrzutów sumienia („zmierzył” tym faktem wielkość twórczości nagrodzonej Noblem Kanadyjki). 

Ani Richard Flanagan ani Michael Cunningham nie odpowiedzieli jednoznaczenie na pytanie zawarte w temacie sobotniej dyskusji — czy całą literaturę anglojęzyczną możemy zaliczyć do jednej przestrzeni kultury? Ale to, że we wszystkich znaczących kwestiach pisarz australijski (czy też jak chcą niektórzy — tasmański) zgadzał się z pisarzem amerykańskim, i odwrotnie, może (choć nie musi) stanowić argument przemawiający za twierdzącą odpowiedzią na pytanie. Jedno jest pewne — obydwaj potrafią być niezwykle inspirujący. Miałam ochotę zanotować co drugie zdanie każdego z gości, powiesić je nad łóżkiem, przesłać w złotej kopercie znanym mi polonistom, a przede wszystkim — każdemu początkującemu autorowi. 

dsc_0101

dsc_0107

NAGRODA CONRADA

Ostatnia rzecz, o jakiej wspomnieć trzeba w odniesieniu do Festiwalu Conrada to fakt, że zwyciężczynią tegorocznej edycji została rewelacyjna książka Żanny Słoniowskiej, „Dom z witrażem” (KLIK)!

sloniowska-25

TARGI KSIĄŻKI

Chyba się starzeję, bo wydarzenia masowe i tłumy wywołują u mnie raczej dreszczyk zniecierpliwienia i napady paniki niż dreszcze podekscytowania i napady radości. Na tegoroczne Targi Książki w Krakowie zawitałam tylko na chwilę, która i tak kosztowała mnie sporo nerwów. Ale przeżyłam, kupiłam, zgodnie z założeniami, tylko to, co chciałam, a więc albumy fotograficzne niedostępne przy innych okazjach, a spotkanie tyyyylu cudnych znajomych osłodziło mi klaustrofobiczne wrażenia krakowskiej hali EXPO (która nadal znajduje się w iście księżycowych zakątkach Krakowa).

dsc_0024

dsc_0026

dsc_0036

 

PS Jeśli zainteresował Was wątek festiwalowy, koniecznie zajrzyjcie do profesjonalnych relacji autorki Literackich skarbów świata całego (KLIIIIIIIIK)!

PS2 Pięknie dziękuję mojej towarzyszce Ani (Book Loaf!) za nocne notowanie, niezliczone kawy i opiekę nad kanadyjskim robaczkiem 🙂

5 thoughts on “Conrad Festival 2016, czyli co w Krakowie (intensywnie) piszczy

  • Świetna relacja, prawie jakbym tam była ? Co jak co, ale chyba już teraz zaplanuję urlop na przyszły październik ?

  • Rany, ależ zazdroszczę Ci tych zdjęć! Pcham się zawsze do przodu, żeby z bliska, ale „kalkulatorem” robione nigdy takie ładne nie wyjdą, wiadomo :). Piękne, w każdym razie, mimo że z daleka, gratuluję!
    Z przyjemnością też Twoją relację przeczytałam. Zawsze to miło porównać czyjeś wrażenia z własnymi :).
    Co do targów – mam podobne odczucia do Twoich, dlatego omijam szerokim łukiem. Byłam dwa lata temu – wtedy to była godzina jazdy komunikacją miejską z przesiadką, później jeszcze brnięcie spory kawałek poboczem, w lodowatym deszczu i zdecydowanie za cienkich butach, i piętnaście minut na samej hali, po których opuściłam ją z ulgą. Zdecydowanie nie impreza dla mnie. Nie to co Conrad :).
    Ciepłe pozdrowienia przesyłam, i za wzmiankę o mnie bardzo dziękuję!

    • Mogłam w sumie podejść bliżej, miałam nawet fancy identyfikator 😉 Ale mam opory i zawsze wydaje mi się, że osiągnę wtedy więcej poziom profesjonalizmu japońskiego turysty 😉
      Jeśli chodzi o dojazd na Targi — absolutnie nic się nie zmieniło… I masz rację – nie to co Conrad 🙂

  • Ze mnie przypadek nieuleczalny – relacja mi się podoba, zdjęcia super, ale wcale nie zazdroszczę. Ja bym chciał na kawę się wybrać z nimi i pogadać w spokoju.

    A w ramach synchroniczności – czytałem dopiero co wywiad ze Świerkockim w „Wte i wewte” i polubiłem tłumacza pana tego.

Comments are closed.