„Babska stacja” i powrót do magicznego świata Fannie Flagg

 

Kiedy Sookie się obudziła, doszła do wniosku, że musi się czegoś więcej dowiedzieć o swoim pochodzeniu. Zawsze zakładała, że wszystkie cechy odziedziczyła po Simonsach, albo po Krackenberrych. Teraz chciała spróbować odkryć, co w jej charakterze pochodzi z polskiego DNA, a co z wychowania. Żałowała, że nigdy nie interesowała się geografią. Nawet nie bardzo się orientowała, gdzie leży Polska. Wiedziała, że to gdzieś w Europie, blisko Rosji, a może Francji?

 

Polskim czytelnikom Fannie Flagg jest znana przede wszystkim z uwielbianych przez tłumy Smażonych zielonych pomidorów, które od pierwszego polskiego wydania oraz ekranizacji stały się już pozycją niemal kultową. W tym miesiącu Wydawnictwo Otwarte oddaje w nasze ręce nowe (i piękne!) wydanie tej amerykańskiej powieści oraz najnowszą książkę autorki zatytułowaną Babska stacja.

Świat prawie sześćdziesięcioletniej Sookie staje na głowie, kiedy przez niespodziewany list dowiaduje się, że nie jest tym, kim zawsze była. Okazuje się, że jej zaborcza matka z manią wielkości nie jest tak naprawdę jej matką, że była dzieckiem adoptowanym, a wszystkie rodzinne historie z dzieciństwa o cechach odziedziczonych po wielkich amerykańskich rodach, wcale jej nie dotyczą. Bohaterka przeżywa psychologiczny dramat – mimo dojrzałego wieku, czwórki dorosłych dzieci i kochającego męża, jej wrodzona (a może nabyta?) niepewność siebie prowadzi do załamania nerwowego. W końcu postanawia jednak zmierzyć się z przeszłością swej biologicznej, polskiej rodziny. Równolegle do współczesnej historii Sookie, czytelnik poznaje losy rodziny Jurdabralinskich z Pulaski (Wisconsin), uroczego Tatka z Wilna, jego żony wiecznie chlipiącej w fartuszek oraz piątki rodzeństwa zaangażowanego w pilotowanie samolotów na frontach II wojny światowej. Historia lubi płatać figle, dlatego rodzinie Jurdabralinskich będzie dana historia nietuzinkowa. Kobietom przyjdzie sterować samoloty w elitarnym WASP (Women Airforce Service Pilots), przyjdzie im też zarządzać jedyną w swoim rodzaju… stacją benzynową. Co zatem odkryje Sookie?

Fannie Flagg korzysta z motywów znanych już swoim wielbicielom. Mamy więc spotkanie dwóch kobiet – jednej w średnim wieku, której brak pewności siebie i siły przebicia i drugiej – starszej, nietuzinkowej, o bardzo silnej osobowości. Z ich kontaktu rodzi się historia pełna rodzinnej miłości i unikatowych perypetii w czasach przedwojennych Stanów. Mamy małe amerykańskie miasteczka, kobiety jedyne w swoim rodzaju, kochających mężów, kolorowe dzieciństwo i łyżkę dziegciu w tej szklance miodu.

Babska stacja to powieść bardzo filmowa, urocza, może nieco naiwna. Posiada nieskomplikowany, ale przyjemny w odbiorze przekaz. Zachwyca językiem, poczuciem humoru oraz zgrabnością i naturalnością dialogów. Sama historia, choć rozgrywa się w dużej mierze w trudnych czasach i okolicznościach, wydaje się być lekka jak piórko – orzeźwia i odpręża czytelnika. Tym bardziej wydaje się być idealna na wiosenne popołudnia i wieczory. No cóż drogie baby, zapraszam do lektury Babskiej stacji!

Bądźcie ostrożne, bądźcie bezpieczne, bawcie się dobrze!

 

Fannie Flagg
Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 427

Ocena: 4,5/6

 

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla wielbicieli „Smażonych zielonych pomidorów”, miłośników (a właściwie miłośniczek) uroczych, prostych, ale jednocześnie niebanalnych historii z poczuciem humoru i mądrym, choć uproszczonym przesłaniem, „ku pokrzepieniu serca”.

Kto powinien omijać: czytelnicy, którzy nie czytali lub nie przepadają za „Smażonymi zielonymi pomidorami”, odbiorcy, którzy nie lubią niespiesznej akcji przez trzy czwarte książki, a potem nieoczekiwanego jej zwrotu.

6 thoughts on “„Babska stacja” i powrót do magicznego świata Fannie Flagg

  • Wygląda na to, że jest to książka przy której po prostu trzeba się dobrze bawić. Bez gadania i szemrania, dopatrywania się niejasności czy szukania zwady. Czasami to sami nie chcemy pozwolić sobie na błogi relaks, jaki oferuje Flagg. Grunt to pozytywne nastawienie.

    • Oj tak, jeśli z pozytywnym nastawieniem rozpoczniemy, na pewno z takim skończymy, bo książka jest prawdziwie urocza (tyle tylko, że wszystko podane jest na tacy, nawet morał ;))

  • Dobra, w myśl skrótu najpierw sięgnę po "Smażone zielone pomidory" – wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam…

Comments are closed.