2017, czyli zmiany

No i nadszedł, długo wyczekiwany po trudnym 2016, rok 2017. Długo było tu cicho, ale koniec roku zabił we mnie dużo komórek mózgowych i trochę też tych w innych partiach ciała. To nie był dobry czas, ale wierzę, że ja i moi bliscy wychodzimy na prostą. I możemy śmiało spodziewać się poprawy w nowym.

W końcu siedemnastki są szczęśliwe, prawda? :)

Przejrzałam swoje podsumowania i plany z poprzednich lat (np. KLIK, KLIK) i… no cóż — były optymistyczne :) Sądziłam, że w tym wieku człowiek już się tak dynamicznie nie zmienia, ale wygląda na to, że sama siebie wciąż potrafię zaskoczyć.

Tym razem będzie inaczej. Nie wybiorę najważniejszych książek roku, choć było ich wiele (może zbyt dużo?), nie zaplanuję wyzwań na rok kolejny, bo niewiele z nich w poprzednich latach udało mi się spełnić (a może to juz starość?;)), nie sfotografuję się ze stosem książek ani nie podam ich ilości. Powód jest prozaiczny — przestałam liczyć. A w grudniu także przestałam czytać (mam nadzieję, że to chwilowe).

Co się zatem zmieni?

1. Liczby. Nigdy nie czytałam po to, by pobijać rekordy, ale liczenie też trochę zabijało radość czytania. Chyba więc już liczyć nie będę.

2. Wiek. Poczułam przesyt nowości, przestałam śledzić większość newsletterów wydawniczych. Jeśli jakaś książka mnie znajdzie sama — przeczytam ją, jeśli nie — jej strata 😉 A mówiąc poważnie — potrzebuję rzeczy starszych i więcej klasycznych (niekoniecznie w szkolnym rozumieniu tego słowa ;))

3. Podsumowania. Już się przestaję łudzić, że będę miała czas na podsumowania miesięczne, czy nawet półroczne.

4. Teksty okołoliterackie. Tych, mam nadzieję, będzie więcej. Chciałabym wrócić do literackich opowieści o Nowym Jorku, czy Dolnym Śląsku, chciałabym też wrócić do opisywania wypraw polarnych. 

5. Czas. A raczej jego brak. Moja sytuacja zawodowa 9.01.2017 ostatecznie przestała być stabilna. Co prawda nikt nie przystawia mi jeszcze pistoletu do skroni, ale dyskomfort, brak bezpieczeństwa i ogólna bezsilna złość na to, co się dzieje za moje przyszłe emerytalne pieniądze, przysłania inne życiowe przyjemności. Między innymi radość z prowadzenia tej strony. Będzie więc zapewne trochę mniej. Ale postaram się nie zniknąć :)

6. Fotografia. Ten punkt w zasadzie powinnam umieścić w nawiasie, bo wszystko zależy od tego, czy znajdę na nią czas (i — niestety — ochotę). Niemniej jednak mam nadzieję na rozwój w kierunku lepszego władania obiektywem :)

7. Perełki. W tym roku ukaże się nakładem Znaku i Czwartej Strony kilka czytelniczych perełek (także polarnych!), które będę z czystym sercem polecać Wam, jako, że czytałam je dużo wcześniej, często przed oryginalnymi wydaniami. Ale na razie muszę o nich milczeć, dowiecie się w swoim czasie :)

A Wy? Jakie macie czytelnicze i pozaczytelnicze marzenia na kolejne (no, prawie) 12 miesięcy?

Tymczasem, niech to będzie lepszy rok!

Enlight1 (1)

 

 

21 thoughts on “2017, czyli zmiany

  • Ja w tym roku nie zrobiłam żadnych postanowień (chociaż rzadko w ogóle robiłam postanowienia noworoczne). Oficjalnie pogodziłam się z tym, że NIGDY nie pojadę do Australii (bo ZNOWU wydałam zaoszczędzone pieniądze na głupotki :D), a poza tym zobaczę, co los przyniesie 😉 Zdecydowanie czekam na książki, o których wspomniałaś <3

    • Pojedziesz, tylko bogatego męża Ci trzeba — albo Australijczyka 😀
      Przyjeżdża do nas w lutym kolejny 😀

  • Niech 2017 będzie lepszy, a zawodowo otworzy się jakieś okno, które będzie pierwszym krokiem w kierunku czegoś lepszego.

    PS I może znajdziemy chwilę na kawę, w końcu mamy do siebie niedaleko :))

    • Koniecznie znajdźmy! <3
      Tylko, że ja w Twoje strony (i moje dziecięce) wrócę dopiero wiosną. Ale zgarnę Puszkina do Mrozów i przyjedziesz do nas na pyszne Nespresso. W kwietniu-maju, dobrze? :)

  • A ja właśnie pierwszy raz w życiu w tym roku postanowiłam,że będe prowadziła statystykę ile napisałam postów w całym roku i w poszczególnych miesiącach. Nigdy tego nie robiłam,ale zmotywowała mnie do tego koleżanka-blogerka. Zobaczymy, co z tego wyniknie i czy wytrwam do końca.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

  • Z niecierpliwością wypatrywałam Twoich wpisów. Na szczęście siedemnastki zawsze są szczęśliwe!

    Natomiast doskonale rozumiem, co znaczy trudny rok, bo dla mnie ten miniony właśnie taki był i z ogromną, gigantyczną ulgą powitałam ten nowy, oby dużo lepszy, rok.Też nie czyniłam planów, po prostu będę się cieszyć chwilą i czytać tylko spontanicznie.

    A Tobie życzę więcej spokoju, mniej trudów i problemów oraz aby ta siedemnastka była dla Ciebie radosna i pokrzepiająca.

  • O! Ja bardzo popieram ten powrót do rzeczy starszych i klasycznych, i mu kibicuję :). Też mi brakuje klasyki, nowości zbyt ją spychają na dalszy plan, ale w tym roku planuję czytać trochę tematycznie, i dobierać sobie trochę starych, trochę nowych – zaczęło się nieźle, wybrałam sobie jako motyw dawną Pragę, i oprócz świeżynek („Lord Mord” Urbana, „Młyn do mumii” Stančíka) zamierzam pochłonąć kilka staroci („Opowiadania ze starej Pragi” Nerudy, „Golema” Meyrinka, wreszcie, i coś jeszcze wymyślę – poszukam w „Pradze magicznej” Ripellino, to prawdziwa kopalnia książek o Pradze lub z Pragą w tle). Bawi mnie to :). Przesyłam dużo dobrych wibracji i trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko poukładało!

  • Ten rok ma coś w sobie. Ja też postanowiłam porzucić nowości czytelnicze na rzecz klasyki i – mojej ulubionej ostatnio szczególnie – duchowości. Starość? U mnie prędzej (z tego co się orientuję), ale myślę, że przesyt raczej – przynajmniej ja to tak odbieram. Zawód? Zbyt dużo zawodów literackich wśród nowości. Stąd mój kierunek do powtórek klasyki, i poznania nieznanego. Duchowo – dla spokoju, i bez zawodów – bo tu nie ma szumu.
    Pisania – niestety mniej. Niestety, bo dopiero zdążyłam wrócić. Marzę raczej o czymś na miarę Archipelagu.
    Spełnienia marzeń i planów! Może zaskoczenia z podróżą w zimne krańce?! Dobrego roku!

Odpowiedz na „Diana ChmielAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *