Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal…

 Z zasady nie przepadam za książkami i filmami (no dobra, wyjątkiem jest Beethoven) o zwierzętach – typowych familijnych wyciskaczy łez. Nie jestem też szczególną kociarą (tak, tak, zdaję sobie sprawę z charakteru bloga), która w każdym towarzystwie opowiada tylko o swoim pupilu i traktuje go jak ósmy cud świata (co oczywiście nie znaczy, że nie[…]