1914. Rok końca świata. Starego świata.

Rok 1914 dla milionów mężczyzn, kobiet i ich rodzin stał się rokiem końca świata. Nastąpił kres marzeń. Kres pewności. Kres wiary wielu żołnierzy w propagandę, w święty triumwirat Boga, Króla i Ojczyzny, w liryczne peany na cześć heroizmu i poświęcenia własnego życia, we wszystkie hasła znużonych, starych reżimów, które oni i ich krewni wkrótce obalą jako potworne kłamstwa.

 

Początek Wielkiej Wojny był jednocześnie końcem świata, który znali mieszkańcy Europy. Czy masowego konfliktu na światową skalę dało się uniknąć? Dlaczego miliony poszły ślepo za namową garstki zapaleńców? Na te i inne pytania odpowiada australijski historyk Paul Ham w książce „Rok 1914. Rok końca świata”.

Po roku 1914 nic już nie było tym, czym wydawało się zaledwie kilka miesięcy wcześniej, bo ci, którzy dążyli do pogrążenia świata w chaosie, staczali się w swoje szaleństwo niemal bez opamiętania. Gdyby nie człowiek, a szczególnie „garstka uprzywilejowanych w lożach”, być może XX wiek trochę dłużej pozostawałby La Belle Époque. Ham, dzięki skrupulatnym analizom bogatych źródeł, udowadnia, że I wojna światowa właściwie nie toczyła się o to wszystko, o czym uczy się w szkołach – ani o śmierć Franciszka Ferdynanda, ani o kolonie, hegemonię, nacjonalizm, Alzację i Lotaryngię i niepodległość. Prawdziwe casus belli leżało tam, gdzie oficjalnie podawane powody stanowiły tylko ładne opakowanie rzeczywistych intencji – w człowieku.

„1914. Rok końca świata” to drobiazgowy, bo dzień po dniu, godzina po godzinie, opis tych dwunastu miesięcy, które zmieniły, skończyły i rozpoczęły wszystko, co dziś tak dobrze znamy. Ham śledzi sytuację polityczną i społeczną pobieżnie od roku 1870, z pełną precyzją zaś od pierwszych miesięcy roku 1914. Analizując dokumenty prywatne i urzędowe tworzy obraz świata przełomu wieków i przełomu epok, świata, w którym tragedia jest jednocześnie nieuchronna, bo zbyt wielu jawnie do niej dąży i możliwa do uniknięcia, bo przecież tworzenie planów wojny nie czyni jej nieodzowną. 

I tak czytelnik ma okazję zapoznać się dokładnie z koncepcją „najbardziej ofensywnej wojny obronnej”, a więc planem Schlieffena, przyczynami bałkańskiego i alzacko-lotaryńskiego kotła, historią powstania umów międzynarodowych, przygotowaniami Europy do wojny w bliżej nieokreślonej przyszłości, kulisami zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, wreszcie spokojnej reakcji Europy i jej przedstawicieli, którzy jak gdyby nigdy nic udawali się na wakacje (autor nazywa ich „korowodem wczasowiczów”) na ten marsz ku wojnie. Potem wszystko toczy się już lawinowo – ultimatum dla Serbii skonstruowane jest tak, by było nie do przyjęcia, a kolejne państwa dołączają do wojennej zawieruchy po własnych stronach europejskiego układu sił. Nie pomogli władcy najbardziej wpływowych państw, bo „żywili to samo urojenie: Georgie [Jerzy V] uważał, że Nicky [Mikołaj II] zachęca Willy’ego [Wilhelma II] do mediacji, podczas gdy ani Willy, ani Nicky nie postępowali w przypisywany im sposób”. I ostatecznie świat, chcąc nie chcąc, pogrążył się w Wielkiej Wojnie. Nikt nie wierzył, że Belgia stawi tak dzielny opór, nikt nie wierzył, że wojna może trwać tak długo i nikt wreszcie nie dawał wiary na to, że w okopach można siedzieć bez sensu po kilka miesięcy i w zamian za zniszczenie nieziszczonego życia dostać tylko napis na bezimiennym grobie – „Inconnu”.

 „1914. Rok końca świata” to świetnie napisana (i jeszcze lepiej przetłumaczona!) relacja z początku końca, końca monarchii i świata, w którym król pełni funkcję inną niż tylko symboliczną. Paul Ham ma dar snucia opowieści i wysuwania logicznych, choć często daleko idących wniosków. Nie jest może łowcą anegdot na miarę Barbary Tuchman, a jego książce daleko do „Sierpniowych salw”, niemniej jednak warto. Zaletą „Roku 1914” jest oparcie o bogatą bazę materiałów źródłowych (i dołączenie ich pełnych wersji w aneksach) oraz opracowań, świeże spojrzenie na zagadnienie, a także… redakcja. Tłumacz bowiem w sposób bardzo dokładny wychwytuje błędy lub nieścisłości i koryguje je w przypisach. Tych ostatnich zresztą książce nie brakuje, bo zamieszczono ich ponad 1200. Słowem – „Rok 1914” zachwyca nie tylko treścią, ale także formą. A za idealne podsumowanie całości niech posłużą słowa autora:

 
Krótko mówiąc, Wielka Wojna była możliwym do uniknięcia, zbędnym ćwiczeniem ze zbiorowej głupoty i bezduszności, zainicjowanym przez obarczonych głębokimi wadami i (jeśli można to tak określić) brakiem inteligencji emocjonalnej ludzi, z których większość nie była ani zdatna, ani wyszkolona, lecz urodzona do sprawowania władzy. Postrzegali oni świat jako darwinowską dżunglę, w której Germanie i Słowianie (oraz ich romańscy i anglosascy sojusznicy) byli w jakiś sposób predestynowani do walenia się po głowach dotąd, aż „najstosowniejszy” zwycięży.

 


 

Paul Ham
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 776

Ocena: 5/6

 

SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla miłośników seriali Downton Abbey  i Koniec defilady; czytelników, którym niestraszne zawiłości polityczne i militarne oraz książki o prawie 800 stronach.

Kto powinien omijać: czytelnicy, którzy nie czują piękna świata na krawędzi upadku i nowego początku, czyli napięcia, jakie towarzyszyło wybuchowi Wielkiej Wojny.

Tekst powstał dla portalu Puls Historii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *